piątek, 14 września 2018

Rozdział trzynasty


Justin POV:

Za cholerę nie spodziewałem się Marie. Owszem, powiedziałem jej o dzisiejszej wizycie, ponieważ ma prawo o tym wiedzieć, jednak stwierdziła, że już zaplanowała sobie spotkanie z przyjaciółką i nie będzie mogła przyjść. Jak widać, chyba zmieniła zdanie, co średnio mnie cieszy, nie mówiąc już o Freyi.
- Cieszę się, że was złapałam. Chciałabym być przy badaniu - zwraca się do Dorothy, która przytakuje głową. Jako, że jest przyjaciółką mojej mamy, jest wtajemniczona w całą sytuacją - To co, idziemy?
- Oczywiście - Dorothy zaprasza nas do środka, Freya układa się na łóżku, a ja siadam na krzesełku. Marie zaś staje za mną, układając dłoń na moim ramieniu. Czuję się dość niezręcznie - No dobrze, najpierw zrobimy USG, a potem porozmawiamy - Dorothy zabiera się do pracy, wyciska żel na uroczy brzuszek Freyi
i przesuwa po nim końcówką. Na monitorze ukazuje się szaro-biało-czarny obraz, a w środku małe coś. Dobrze widoczne, jednak bardzo maleńkie - Proszę spojrzeć, tutaj jest dzidziuś - wskazuje palcem, a wzruszenie ściska mnie za gardło. Moje dziecko, syn lub córka. Boże, to niesamowite! - Maluszek mierzy siedem centymetrów - spoglądam na Freyę, która zaciska usta i patrzy w monitor jak zaczarowana - Posłuchajmy, jak bije serduszko - Dorothy mocniej dociska końcówkę do brzucha, a w pomieszczeniu rozlega się dziwny dźwięk. Jakby dudnienie, szybkie, chaotyczne - Nie obawiajcie się, że bije tak szybko. To całkowicie normalne - doktor uspokaja nas, mocniej ściskam dłoń Freyi, przez co ściągam na siebie jej uwagę. Wygląda na bardzo szczęśliwą, wręcz zakochaną w tym dzieciątku, którego nie będzie mogła wychować. Boże, ta myśl łamie mi serce - No dobrze, to tyle. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, Freyo. Tak trzymaj - klepie ją po dłoni i podaje ręczniki, aby wytarła brzuszek.


Chwilę później we trójkę opuszczamy klinikę. Mam ochotę wziąć Freyę za rękę, ale nie robię tego ze względu na Marie. Poczułaby się dotknięta, w końcu to ona jest moją żoną i ma do mnie pełne prawo.
- To było niesamowite - Marie przerywa ciszę, przytulając się do mojego ramienia - Jest taki maleńki.
- To prawda - chrząkam niezręcznie, zerkając na Freyę. Uśmiecha się lekko, zakładając kosmyk włosów
za ucho - Oby rosło jak na drożdżach i było zdrowe. Jeśli czegoś potrzebujesz, powiedz mi śmiało.
- Nie, dziękuję. Mam wszystko, Justin. Będę się zbierać, marzę o tym, aby się na chwilę położyć.
- Jesteś zmęczona? - przytakuje, a Marie przenosi na nią wzrok - Mam trochę czasu, podrzucę cię.

- Nie ma takiej potrzeby. Zaraz za rogiem jest przystanek autobusowy, dojadę pod samo mieszkanie.
- Nie powinnaś jeździć autobusami - Marie upomina ją jak dziecko - To niebezpieczne. A jeśli kierowca nagle zahamuje, a ty upadniesz? Zrobisz krzywdę sobie i dziecku, Freyo. Justin ma rację, odwiezie cię.
- Zobaczymy się później - całuję żonę w czoło, chwytam Freyę pod ramię i prowadzę do swojego samochodu, zaparkowanego tuż obok kliniki. Kiedy wsiada na miejsce pasażera, a ja za kierownicę, atmosfera natychmiast się rozluźnia - Nie wiedziałem, że przyjdzie. Miała być w spa z przyjaciółką.
- Nic się nie stało. Przecież to ona będzie matką tego dziecka, ma prawo być na wizytach lekarskich.
- Nie rozmawiajmy o tym - burczę pod nosem, włączając się do ruchu. Nie chcę psuć sobie humoru. 


Pod apartamentem Freyi parkuję dziesięć minut później. Odpina pas, chwyta za klamkę, ale nie pozwalam jej wysiąść. Przyciągam ją do siebie, a nasze usta się spotykają. Pożeram ją tym pocałunkiem, wsuwam palce w jej włosy i dociskam do siebie najbliżej, jak to tylko możliwe. Nie kosztowałem jej ust od kilku dni, starając się zachować pozory. Marie niczego nie podejrzewała, a ja, jak ostatnia świnia, zdradzałem 
ją nadal. Obiecałem sobie, że jeśli tylko Freya zajdzie w ciążę, zostawię ją w spokoju. Oczywiście gówno mi z tego wyszło i nadal lądowaliśmy w łóżku. Mimo chęci nie potrafiliśmy być z dala od siebie. Ciągnęła nas do siebie ogromna siła, której nie mogliśmy się oprzeć. Była moim słodkim uzależnieniem. Przepadłem.
- Tęskniłem za tobą - dyszę w jej usta, cmokając je raz, za razem - Pragnę cię porwać i gdzieś wyjechać.
- Jesteś szalony - szepcze cicho, muskając palcami mój policzek - Ale również pragnę być blisko ciebie.
- Nie martw się, coś wymyślę. Zwariuję, jeśli nie spędzę z tobą więcej czasu, aniołku. Roznosi mnie!
- Moje biedactwo - wydyma wargi, nabijając się ze mnie. Bestia! - Tylko bądź ostrożny, proszę cię.
- Zawsze jestem, maleńka - puszczam jej oczko, po raz ostatni namiętnie całując - Dam ci znać, dobrze?
- Mhm, będę czekać - pstryka palcem w mój nos, opuszcza samochód i macha mi wesoło. Uwielbiam ją!

Pracuję do późna, w domu stawiam się punkt dwudziesta trzydzieści. Odkładam torbę z laptopem, poluźniam krawat i zsuwam buty. Kiedy człapię do salonu, pozbywam się marynarki i oddycham z ulgą.
- Nareszcie jesteś - odwracam głowę na dźwięk głosu mojej żony. Posyła mi lekki uśmiech, podchodzi i przytula się do moich pleców - Jesteś spięty. Powinieneś wziąć gorącą kąpiel i zabrać mnie do łóżka.
- Tak zrobię, kwiatuszku - wzdycham ciężko, próbując nie zdradzać niezadowolenia - Padam z nóg. 

- Zdecydowanie za dużo pracujesz - karci mnie, przechodzi do przodu i patrzy na mnie z dziwną ekscytacją w oczach - Jutro lecę do rodziców, może masz ochotę polecieć razem ze mną? Trochę odpoczniesz.
- Chętnie, perełko, niestety mam kocioł w firmie. To jest fatalny moment na wakacje, przepraszam cię.
- Tak jest za każdym razem, Justin. Kiedy proponuję wyjazd, ty zasłaniasz się firmą i przepraszasz.
- Winisz mnie za to? Jestem szefem, kobieto, muszę dopilnować, aby wszystko szło zgodnie z planem. Nie mogę sobie brać wolnego, kiedy mi się zamarzy! Mam trzy budowy na głowie, muszę być na miejscu.
- Daj spokój. Jak sam powiedziałeś, jesteś szefem, więc możesz robić, co chcesz. Zbywasz mnie?
- Nie, nie zbywam cię. Próbuję ci wytłumaczyć, jak wygląda sytuacja. A ty jak zwykle nie rozumiesz,
- Jak zwykle?! - podnosi głos, zakłada ręce na piersiach i patrzy na mnie wściekła - Świetnie! Dzięki!
- Kochanie, naprawdę nie mam siły się z tobą kłócić. Miałem ciężki dzień, chciałbym miło spędzić z tobą wieczór, czy wymagam aż tak wiele? - przeczesuję włosy, wzdychając ciężko, a Marie łagodnieje.
- Przepraszam, ostatnio jestem rozdrażniona - przytula się do mnie ponownie, opierając policzek na moim torsie - Rozumiem, że firma jest dla ciebie ważna, po prostu poświęcasz mi za mało czasu, Justin.
- Takie jest życie - prycha wkurzona, wbijając paznokcie w moje biodra - Postaram się to zmienić, tak?
- Mhm. Kocham cię - unosi głowę, staje na palcach i całuje mnie czule - Podrzucisz mnie na lotnisko?
- Oczywiście! Koniecznie pozdrów rodziców i ucałuj swoją siostrę. Następnym razem polecę z tobą.
- Trzymam za słowo. Meggie bierze ślub za miesiąc, więc to będzie idealna okazja - szlag, zapomniałem!
- Przypomnij mi o tym po powrocie, zapiszę sobie w kalendarzu i zorganizuję wolne. Na ile lecisz?

- Zostanę do końca tygodnia - och! Cztery dni z Freyą! - Tata narzeka na korzonki, a mama narzeka na tatę, bo za żadne skarby nie chce pójść z tym do lekarza. Mam być ich łącznikiem i zaciągnąć go do przychodni.
- Powodzenia! Anthony to uparty skurczybyk, który nigdy nie był u lekarza. Korzonki go nie pokonają.
- Cały ojciec! Ale dość o tym, zrobiłam pyszną kolację. Zjemy, a potem możemy obejrzeć jakiś film.
- Świetnie! Daj mi kilka minut, wezmę prysznic - puszczam jej oczko i biegnę na górę. Sprawnie poszło.




Freya POV:

We wtorek odwiedza mnie Ronnie. Marudzi już na wejściu, jak bardzo świat jest niesprawiedliwy i jak bardzo nienawidzi wtorków. To właśnie dzisiaj, jakiś "palant" wjechał w tył jej ukochanej Toyoty.
- Przysięgam, że miałam ochotę go zabić! A najgorsze było to, że ten dekiel próbował mnie podrywać!
- Poważnie? U la la, podryw na stłuczkę? Muszę przyznać, że z tym jeszcze się nie spotkałam. Niezły bajer.
- Nic nie mów. Byłam wściekła, nadal jestem, a ten dupek się tylko śmiał i pieprzył, że nic wielkiego się nie stało. Jasne! Może dla jego super wypasionej fury za grube miliony, ale moja Toyota ma uszkodzoną dupkę!
- Jestem pewna, że doszliście do porozumienia. Na pewno ma ubezpieczenie, więc sprawa załatwiona.
- Co racja to racja, ale z tym podrywem to przesadził. Chociaż niezły był - Ronnie przykłada palec do brody i mruży oczy. Wygląda tak, jakby właśnie przypominała sobie jego twarz - Tak, zdecydowanie to było ciacho! Wiesz, czarne włosy, trzydniowy zarost, garniturek. Zostawił mi nawet swój numer telefonu.
- No widzisz! Więc ten wtorek wcale nie jest taki zły, skoro przez przypadek upolowałaś fajnego gościa.
- Tsa! Zadzwonię do niego tylko po to, żeby jeszcze raz go ochrzanić. Kto dał mu do cholery prawko?!
- Wyluzuj, Ronnie. Takie sytuacje się zdarzą, wystarczy się zagapić i bum. No wybacz temu biedakowi.
- Biedakowi?! Tak bym go nie nazwała, Frey! Facet ma kasy jak lodu, skoro jeździ takim wozem.
- Dobra, więc wybacz temu przystojniakowi, lepiej? Jestem pewna, że przeprosił cię za to zdarzenie.
- No jasne, że przeprosił. Przy okazji zapraszając na kawę - porusza brwiami, a mi opadają ramiona.
- Lecz się. Narzekasz, marudzisz, a tak naprawdę może właśnie poznałaś swojego przyszłego męża!
- Szlag, na to nie wpadłam - wybałusza oczy, a ja wybucham śmiechem - Może jednak zadzwonię - chichocze i szybko przepisuje numer z karteczki do telefonu - Ach! Widziałam Samuela, pytał o ciebie - spinam się na wzmiankę o przyjacielu - Powiedziałam mu, że masz się świetnie i odezwiesz się do niego.
- Powinnam zrobić to dawno temu, ale nie wiem, co mam mu napisać. Będzie chciał się spotkać i co wtedy? Na razie mam mały brzuch, ale urośnie i wszystko się wyda. Czeka na mnie, a ja jestem w ciąży.
- Daj spokój, Frey. Prawda jest taka, że niczego mu nie obiecywałaś, prawda? Wcale nie musi czekać.
- Dzień dobry - naszą rozmowę niespodziewanie przerywa stojący w progu kuchni Justin. Jestem zaskoczona jego widokiem, ale moje serce podskakuje z ekscytacji - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
- Skąd, panie seksy - Ronnie puszcza mu oczko i klepie miejsce obok siebie. Od czasu, kiedy poznali się trochę lepiej, moja przyjaciółka zmieniła o nim zdanie i polubiła. Co dziwne, Justin również obdarzył ją sympatią, co bardzo mnie cieszyło - Mam pytanie, ziomek. Czy ty czasami ubierasz coś innego, niż garnitur?
- Oczywiście, Veronico. Bardzo lubię chodzić w jeansach i skórzanej kurtce. Wracam z pracy, stąd garnitur.
- Skóra, jeansy? Wow, więc nie mogę doczekać się, aż zobaczę cię w tym wydaniu. Twój tyłek pewnie wygląda jak brzoskwinka - krztuszę się bananem, aż Justin zrywa się z krzesła i klepie mnie po plecach.
- Jezu, Ronnie! Chcesz, żebym przez ciebie zeszła z tego świata?! Jak zawsze walisz prosto z mostu!
- A co się będę szczypać? Wiesz, że jestem szczera, prawda? Męskie tyłeczki są bardzo apetyczne!
- Dość - wystawiam dłoń, aby wreszcie się zamknęła, a Justin wybucha śmiechem - Nie słuchaj jej.
- Dlaczego? To bardzo interesujące, co mówi. A ty jak uważasz, aniołku? Podoba ci się mój... tyłeczek?
- Właśnie, Frey. Podoba ci się jego tyłeczek? - Ronnie mruży oczy, uśmiechając się chytrze. Bestia!
- Tak, bardzo mi się podoba. Zadowolona? - unoszę brew, a jej opada kopara - Jest jędrny i kształtny.
- Woah, więc wygrałaś życie, moja droga. Tyłek Luke'a wygląda jak śliwka węgierka. Suchy i pomarszczony.
- Jesteś niemożliwa - Justin kręci głową, patrząc z rozbawieniem na moją przyjaciółkę-wariatkę.




Justin POV:
Veronica wychodzi chwilę później, a my zostajemy sami. Mam dla Freyi dwie miłe niespodzianki.
- Chcę ci coś powiedzieć - przenosi wzrok z telewizora i skupia na mnie swoją uwagę. Masuję jej stopy, ugniatając podbicie - Marie wyjechała, nie będzie jej do końca tygodnia - przygryza wargę, posyłając mi delikatny, piękny uśmiech, który wykręca mi bebechy - Widzę, że się cieszysz. Ja również - przyciągam ją do siebie, sadzam na kolanach i podsuwam w górę t-shirt, po czym układam dłonie na jej małym jeszcze brzuszku. Wygląda tak, jakby zjadła za dużo pizzy. Pod ubraniami z łatwością go zakryje, ale kiedy ubrania znikają, wybrzuszenie jest widoczne. Rozczula mnie ten widok - Druga sprawa jest ciut gorsza. Moi rodzice chcieliby cię poznać - na moment zamyka oczy, a ja myślę, czy to przypadkiem dla niej nie za wiele. Nie powinienem wplątywać ją w niezręczne sytuacje, tak samo, jak nie powinienem mieszać ją w swoje życie. To zły pomysł - Wybacz, moi staruszkowie to uparci ludzie. Cieszę się moim szczęściem, chociaż nie podzielają tego, do czego namówiła mnie Marie. Byli przeciwni temu, abym sypiał z inną kobietą.
- Więc byli przeciwni, a mimo to i tak chcą mnie poznać? - uchyla powieki i patrzy na mnie niepewnie.
- Ty nie jesteś winna, aniołku. Jesteś osobą, która robi dla mnie coś wspaniałego, coś, za co będzie ci wdzięczny do końca życia. Po prostu moi rodzice są wrażliwi i boją się, że zrobię ci krzywdę.
- Jestem dorosła, wiem, na co się pisałam, spokojnie. Jeśli chcą mnie poznać, niech będzie. Zrobię to.
- Jesteś pewna? - bez wahania przytakuje głową, układając dłonie na moich, które wciąż spoczywają na jej brzuchu - Mama dzwoniła do mnie i zaprosiła nas na obiad. Dzisiaj. Jeśli nie chcesz jechać, odwołam.
- Nie musisz, chętnie ich poznam. Chociaż nie jestem pewna, czy nie będę czuła się dość... niezręcznie.
- Nie martw się, przy moich rodzicach to niemożliwe - obejmuję ją i całuję czule. Uwielbiam to robić.


Na miejsce docieramy godzinę później. Otwieram drzwi od strony pasażera i pomagam Freyi wysiąść. Kątem oka podziwiam jej kreację, która podkreśla jej idealną figurę. Niby to zwykła, bardzo dopasowana, szara sukienka z długim rękawem, ale robi na mnie ogromne wrażenie. Może dlatego, że ukazuje jej uroczy brzuszek, na którego punkcie mam obsesję? Myśl, że w środku jest moje dziecko, tak wyczekiwane, wymarzone, wytęsknione, sprawia, że mam ochotę zacałować ją z radości. Naprawdę nam się udało!
- Gotowa? - pytam Freyi, która przygląda się wypielęgnowanemu ogródkowi mojej mamy. Przytakuje głową, wsuwa dłoń pod moje ramię i krok po kroku zbliżamy się do drzwi, które otwieram i przepuszczam ją pierwszą. W moje nozdrza uderza zapach duszonego mięsa, specjalność mojej mamy - Halo?! Żyjecie?
- Nie, pomarliśmy - do salonu wchodzi Tobias, mój młodszy brat, który skupia uwagę na Freyi. Już widzę, jak świecą mu się oczy. Fakt, że są w tym samym wieku mnie nie pociesza - Jakaś inna ta twoja żona.
- To Freya, Tobias. Opowiadałem wam o niej - uderza się w czoło na znak, że łaskawie sobie przypomniał.
- Ach, tak! Urodzi ci dzidziusia, bo twoja żonka nie daje rady - Freya wybałusza oczy, patrząc na mnie szczerze zaskoczona. Wspominałem, jak bardzo Tobias nie znosi Marie? Kiedy tylko spotykamy się wszyscy razem, wręcz skaczą sobie do gardeł - Jak dobrze, że jej nie przytargałeś. Mam dzisiaj dobry dzień.
- To moja żona, bracie, powinieneś ją szanować, a jest wręcz przeciwnie. Kiedy wreszcie dorośniesz?
- Jestem dorosły, chyba to przegapiłeś. Po prostu nie lubię tej rudej zołzy. Ma paskudny charakter.
- Podzielam twoje zdanie, braciszku - dołącza do nas Charlotte, moje siostra. Niestety oboje dostają spazmy na widok Marie - Witaj, kochana - uśmiecha się i ściska Freyę - Już dawno chciałam cię poznać.
- Hej, ja też! - Tobias przepycha się i teraz to on przytula moją dziewczynkę - Jesteś przepiękna.
- D-dziękuję - Freya zawstydza się, mocniej dociskając do mojego boku. Jakby szukała bezpieczeństwa.
- Zawstydzacie ją - burczę pod nosem, obejmuję ją ramieniem i prowadzę na patio. Mama z ojcem siedzą przy stole, pod ogromnym parasolem i delektują się winem - Dzień dobry! Nikt nas nie wita? Jak to tak?
- Wybacz, syneczku! - mama zrywa się na równe nogi, podbiega do nas i najpierw wita mnie, a potem spogląda na Freyę - Justin wiele mi o tobie opowiadał i w jednym miał rację, jesteś prze uroczona, kochanie - rozchyla ramiona, Freya przytula się do niej niepewnie, a ten widok potwornie mnie rozczula. Jestem podły, ale tak bardzo chciałbym cofnąć czas i nigdy nie wziąć ślubu z Marie.






5 komentarzy:

  1. Wizyty u rodzinki, to się nie spodziewałam. Ale już polubiłam rodzeństwo Justin'a za ich niechęć do Marie. Może to właśnie relacja Frei z rodziną Justin'a pozwoli mu podjąć odpowiednią decyzję.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu jak ja uwielbiam to czytac! Moglabys dodawac rozdzialy codziennie, a mi nadal byloby malo. ☺️ Juz dawno w nic sie tak nie wkrecilam 🙈 Super! 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Żona nie ściana i da sie przestawić😊😊😊 moze jeszcze Justin będzie z Freya😍❤

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko to było urocze! Justin musi być z freya , musza razem wychować to dziecko!😘❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham ten blog.. Niech oni bd ze sb. 😍💕

    OdpowiedzUsuń