sobota, 8 września 2018

Rozdział jedenasty


Justin POV:

Skupiam uwagę na filmie, który leci na Netflixie. Marie leży obok mnie, wtulona w mój bok, i popija swoje ulubione Martini. Chociaż bardzo tego nie chcę, moje myśli uciekają do Freyi. Zastanawiam się, co teraz robi, czy dobrze się czuje, czy niczego nie potrzebuje. Obiecałem żonie, że dzisiaj zabiorę ją do lekarza, ale wykręciłem się chęcią spędzenia wieczoru tylko z nią. Przystała na to, ponieważ łaknęła mojego towarzystwa po tygodniu mojej ciągłej nieobecności. Była moją żoną, nie miałem prawa jej zaniedbywać, a to właśnie zrobiłem. Niestety wszystkiemu winna była urocza blondynka, która nie chciała opuścić moich myśli. Nawet teraz, tuląc do siebie Marie, czułem się jak zdrajca, myśląc o innej kobiecie. Pragnąłem wziąć ją w ramiona, przytulić, pocałować, a potem kochać się z nią przez całą noc. Niestety sytuacja się skomplikowała, a moje milczenie wszystko pogarszało. Miałem nadzieję, że przez te cztery dni poukładam swoje myśli, otrząsnę się z tego zauroczenia, wezmę w garść. Jaka szkoda, że im więcej czasu mijało, tym moje serce coraz bardziej rozpierdalało z tęsknoty. Mój plan nie wypalił, wręcz przeciwnie, był skazany na niepowodzenie, zanim go jeszcze wymyśliłem. Freya całkowicie mną zawładnęła, nie pozostawiając nawet skrawka miejsca dla mojej żony. Od naszej rozmowy w kawiarni, pięć tygodni temu, nie jestem już tym samym człowiekiem. Coś się bezpowrotnie we mnie zmieniło i z tym czymś będę musiał walczyć.

Moje rozmyślenia oraz film, przerywa dźwięk przychodzącego e-maila. Biorę telefon, odciskam kciuk i wchodzę w skrzynkę. Kiedy widzę nadawcę, wiem już, że chodzi o Freyę. Wcale się nie mylę, kiedy sekundę później oglądam zdjęcia mojego anioła wywijającego na parkiecie w klubie. Nie mam pojęcia,
co ona tam robi, ale nie zmienia to faktu, że jestem wkurwiony jak diabli! Czy jej już kompletnie odbiło?

- Co się stało? - Marie unosi głowę, posyłając mi zdezorientowane spojrzenie - Spiąłeś się, kochanie.
- Wybacz, małe problemy na budowie. Będę musiał wyskoczyć na trochę, nie wiem, ile mi tam zejdzie.
- Mówisz poważnie? Dochodzi północ, przecież twoi ludzie nie pracują o tej godzinie. O co chodzi?
- Nie chodzi o plac budowy, ale o projekt - ściemniam na poczekaniu - Donnie twierdzi, że coś jest nie tak.
- To obłęd, Justin! Donnie też ma rodzinę, a ty zawalasz go pracą! Dajże człowiekowi trochę oddechu.
- Obiecuję, że wyślę go na urlop, ale teraz muszę lecieć - cmokam ją w policzek, zrywam się z kanapy i biegnę na górę, aby się przebrać. Zanim dojadę do klubu, za wszelką cenę muszę się uspokoić.

Na miejscu jestem piętnaście minut później. Wbijam do środka, docieram na główną salę i rozglądam się dookoła. Ludzi jest mnóstwo, więc znalezienie Freyi graniczy z cudem! Wiem jedynie tyle, że ma na sobie obłędnie seksowną, zbyt krótką sukienkę i buty, przez które prawie spadłem z kanapy. Nigdy wcześniej nie widziałem jej tak ubranej, a wyglądała jak pieprzona bogini. Muszę ją znaleźć, muszę ją zobaczyć i przytulić. Inaczej zwariuję, a tęsknota nie pozwoli mi dzisiaj wrócić do domu. Czekałem zbyt długo.
- Cześć, przystojniaku! - schylam głowę, aby spojrzeć na niską brunetkę, która patrzy na mnie wygłodniałym wzrokiem - Wyglądasz na spragnionego, może masz ochotę na małe co nieco, hmm? 
- Owszem, mam - jej twarz rozświetla uśmiech, przygryza wargę i sunie opuszką palca po moim torsie - Wybacz, ale niestety nie z tobą, cukiereczku - puszczam jej oczko, mijam i rozglądam się za moją słodką dziewczynką. Chyba szczęście mi dzisiaj sprzyja, ponieważ po kilku minutach wytężonej obserwacji, dostrzegam ją przy barze. Ledwo stoi na nogach, jest nawalona jak szpadel, a na jej ustach widnieje szeroki uśmiech. Jestem wkurwiony na jej głupotę. Dlaczego doprowadziła się do takiego stanu i najważniejsze pytanie; dlaczego w ogóle pije? - Szlag! - burczę pod nosem, ruszam w jej stronę, ale zanim mam szansę do niej dotrzeć, rusza w przeciwną. Uśmiecham się chytrze i po kilku krokach jestem tuż za nią. Obejmuję ją w pasie, unoszę lekko i wynoszę wprost na pusty korytarz, gdzie oddycham z ulgą. Nie śmierdzi tutaj alkoholem, którym przesiąkła sukienka Freyi. Dociskam ją do ściany, na której opiera dłonie i wypuszcza przeciągły oddech. Nie tracę czasu, podsuwam jej seksowną sukienkę górę i odchylam skąpe stringi, by dotknąć jej wrażliwego guziczka. Mam ochotę krzyknąć z przyjemności, jaką sprawia mi pieszczenie jej w tym miejscu. Jest idealna, taka gładka, ciepła - Mmm, witaj piękna - mruczę do jej ucha, przygryzając płatek. Odpycha mnie pupą i dopiero teraz próbuje walczyć. Och, głupiutka. Marne szanse.
- O-odwal się o-ode mnie, dupku! Jestem nawalona - czka nieatrakcyjnie, ponownie wpychając pupę w moje krocze. Nie wiem czy o tym wie, ale potwornie mnie tym pobudza - Daj mi s-spokój! Proszę!
- Ciii - wsuwam w jej ciasną szparkę dwa palce, ale mój ruch wzbudza w niej panikę. Zaskakuje mnie, kiedy niespodziewanie zaczyna płakać. Cholera! - Spokojnie, aniołku. To ja, jesteś bezpieczna.
- J-Justin? - pyta przepitym głosem, odwracając głowę - T-to naprawdę ty? - gapi się na mnie jak ciele w malowane wrota, jakby nie wierzyła, że tutaj jestem - O-o Boże, tak bardzo za tobą tęskniłam. N-nienawidzę cię, ty cholerny d-dupku - opiera tył głowy o moje ramię, odrobinę nasuwając się na moje palce, które wciąż są w środku - Przyszedłeś tutaj tylko po to, żeby znowu mnie przelecieć i sobie pójść? 
- Nie, aniołku. Przyszedłem tutaj, aby zabrać cię do domu, ale miej pewność, że poniesiesz karę za swoje lekkomyślne zachowanie - karcę ją jak dziecko, na co prycha niczym rozjuszona kotka - Wychodzimy.
- A-ale tak teraz? Chcesz mnie zostawić z niczym? - ociera pupę o mojego fiuta, który próbuje przebić spodnie - No dalej, przecież wiem, że mnie p-pragniesz. Ja ciebie też, chociaż cię nienawidzę.      
- Jesteś nieznośna po pijaku. Będę tego żałował - kręcę głową, rozpinam guzik, rozsuwam rozporek i uwalniam mojego fiuta, po czym wsuwam się w jej wilgotne wnętrze. Kurwa, jak mi tego brakowało!                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      
Freya POV:
Sobota budzi mnie uporczywym hałasem, który próbuje przebić mi czaszkę. Uchylam powieki, czego od razu żałuję, ponieważ wpadające przez okno światło oślepia mnie kompletnie. Zakrywam się poduszką, odcinając od tego cholerstwa, niestety hałas nie ustaje. Dopiero po kilku minutach mój mózg koduje,
że to dzwonek do drzwi. Jęczę pod nosem, niemrawo podnoszę się z łóżka i człapię otworzyć. Kiedy idę przez hol, zerkam na swoje odbicie w lustrze. Ja pierdolę, to naprawdę ja?! Moje włosy wyglądają koszmarnie, nie mówiąc o oczach i podpuchniętej twarzy. A ubiór? Biały t-shirt, który chyba nawet nie należy do mnie! Wspaniale! Witaj, kurwa, nowy dniu! Jestem pewna, że gorzej już na pewno nie będzie.

- No przecież idę! - krzyczę, na co boleśnie reaguje moja głowa. Przekręcam dwa zamki, uchylam drzwi, a na widok stojącej przede mną kobiety, mam ochotę wydrapać sobie oczy. Muszę przyznać, że Szatan pracuje dzisiaj na najwyższych obrotach! - Marie? C-co ty tutaj robisz? Nie spodziewałam się ciebie.
- Domyślam się - z pogardą ogląda mój kiepski wizerunek, mija mnie i wchodzi do środka, nie czekając na zaproszenie. Zamykam drzwi i dołączam do niej w kuchni. Jej spojrzenie ciska pioruny - Dochodzi południe, Freyo - o, kurwa! Poważnie?! - Przyszłam zobaczyć, jak się miewasz, czy może masz dla mnie jakieś informacje - siada na barowym krzesełku, zakładając nogę na nogę i wygładzając niewdzianą fałdkę na idealnie wyprasowanej spódnicy. Proszę, dobij mnie jeszcze bardziej, ruda suko! - Więc? Słucham.
- Nie jestem w ciąży - wzruszam ramionami, podchodzę do lodówki i wyjmuję zimny sok, po czym piję z gwinta. A co! W końcu jestem u siebie - Na początku tygodnia dostałam okres, wczoraj się skończył.
- Piłaś alkohol? - marszczę brwi, przytakując głową - Ty głupia dziewczyno! To, że dostałaś okres jeszcze o niczym nie świadczy. Czasami pojawia się na początku ciąży - prawie krztuszę się napojem, którego nie zdążyłam przełknąć. Jak mogłam nie wziąć tego pod uwagę? - Jesteś koszmarnie nieodpowiedzialna! Justin miał cię ogarnąć, ale widzę, że kiepsko sobie radzi. Może powinnam zająć jego miejsce, jak uważasz?
- Dziękuję, ale nie potrzebuję niańki. Mam dwadzieścia dwa lata i sama potrafię się o siebie zatroszczyć! - podnoszę głos, ale nikt mnie tak nie wkurza, jak ta pinda! - Nawet, jeśli faktycznie jestem w ciąży, kilka drinków to jeszcze nie koniec świata. Niektóre kobiety chleją przez całą ciążę i rodzą zdrowe dzieci - nie pochwalam tego, mówię to wszystko po to, aby zrobić jej na złość. Nie będzie mną rządzić. Co to, to nie!
- Owszem, ale ty nie zaliczasz się do tych kobiet, Freyo! Być może nosisz w sobie moje dziecko, które ma być zdrowe! - och, wali prosto z mostu - Więc z łaski swojej zacznij o sobie dbać, aby ono mogło się zdrowo rozwijać. Chyba nie wymagam zbyt wiele? - unosi brew, wlepiając we mnie te zielone ślepia.
- Wybacz, Marie, ale brak mi sił na tę rozmowę. Mam kaca, boli mnie głowa i jedyne, na co mam w tej chwili ochotę, to moje łóżko i proszki przeciwbólowe. Jestem pewna, że trafisz do drzwi. Żegnam.
- Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób?! Zapomniałaś, że to mieszkanie, które ci za sponsorowaliśmy?!
- Wydaje mi się, że to transakcja wiązana, prawda? Coś za coś. Nie dostałam go za darmo, mam ci urodzić dziecko! Myślisz, że to taka łatwa sprawa?! Przestań zgrywać Panią świata, bo masz cholerne pieniądze!
- Zgadza się, mam pieniądze, dzięki którym mogę wszystko! Więc szanuj mnie, skoro mam ci je dać!
- Co się tutaj dzieje?! - naszą kłótnię przerywa wchodzący do środka Justin. Odkłada dwie wielkie siaty z zakupami i patrzy najpierw na mnie, a potem na swoją żonę - Marie, co ty tutaj na Boga robisz?
- A jak myślisz? Przyszłam zobaczyć, jak czuje się Freya, a ona imprezuje i pije alkohol! A nasze dziecko?!
- Hej, spokojnie, kochanie - podchodzi do niej, przytula do siebie i czule głaszcze po głowie - To się nigdy więcej nie powtórzy, to moja wina. Freya się na mnie zdenerwowała i chciała odreagować - mam ochotę go wyśmiać. Czy on się jej kurwa tłumaczy?! - Wróć do domu, dobrze? Porozmawiam z Freyą, a potem do ciebie wrócę - odchyla się, posyła jej czuły uśmiech, ale dla mnie to za dużo. Odwracam się na pięcie i znikam na drzwiami sypialni, po czym chowam się pod kołdrą. Przez dłuższą chwilę panuje cisza, więc dochodzę do winsoku, że muszą rozmawiać szeptem, a potem słyszę kroki i dźwięk otwierających się drzwi. Nie opuszczam mojej bezpiecznej kryjówki, dobrze mi tutaj i nie mam zamiaru z nikim rozmawiać, a już na pewno nie z nim - Aniołku? - układa się tuż obok, doskonale czuję, jak ugina się materac - Nie denerwuj się, proszę. Przepraszam za Marie. Nie mam pojęcia, co strzeliło jej do głowy. Obraziła cię?
- Nie chcę o tym rozmawiać, wracaj do niej - przekręcam się na drugi bok i odsuwam dalej od niego.
- Dlaczego jesteś na mnie zła, skoro to nie ja zawiniłem, hmm? - sama się nad tym zastanawiam. Może obrywa rykoszetem? - Kupiłem ci świeże pieczywo, warzywa i owoce. Powinnaś się wykąpać i coś zjeść.
- Jeśli możesz, nie traktuj mnie jak dziecka. Twoja żona już to zrobiła. To mi w zupełności wystarczy.
- Ona się o ciebie troszczy, aniołku. Bardzo jej zależy, abyś była zdrowa i żeby niczego nie nie brakowało.
- Och, serio? Odniosłam zupełnie inne wrażenie. Wypomniała mi to, że za sponsorowaliście mi to mieszkanie, dlatego postanowiłam, że wrócę do swojego, skoro jeszcze nie wygasła umowa najmu. 

- Nic takiego nie będzie miało miejsca, Freyo. Zostajesz w tym mieszkaniu, to twoje miejsce, na zawsze! Nie wydziwiaj, proszę cię - odrzucam od siebie kołdrę, przekręcam głowę i patrzę mu w oczy - No co?
- Nie chcę czuć się jak twoja utrzymanka, a ona dała mi to do zrozumienia. Nie jest mi łatwo, postępuje wbrew sobie, robiąc coś tak szalonego, niestety los mi nie sprzyja. Twoja żona nie musi być dla mnie taką suką. Dlatego, jeśli jeszcze raz wejdzie mi w drogę, a będę w ciąży, nie dostanie mojego dziecka.
- C-co? - Justin zrywa się jak poparzony, patrząc na mnie z niedowierzaniem - O czym ty mówisz, Freyo?
- O tym, że gra mi na nerwach, mówi przykre rzeczy, jakby była ode mnie lepsza. Pewnie jest, bo ma piękny dom, mnóstwo forsy i wspaniałego męża. Kim ja jestem? Nikim. Epizodem, który ma dać jej to, czego sama nie może sobie urodzić, ale nie pozwolę, żeby przychodziła tutaj i prawiła mi kazania. Nie mam nic więcej do dodania - podnoszę się, idę do łazienki i zamykam się w środku. 
                                                                                                                                                                                                                                                                                

Justin POV:
Siedzę w salonie i czekam na Freyę, która doprowadza się do porządku. Kiedy po wejściu usłyszałem kłótnię, w dodatku głos własnej żony, po kręgosłupie przeszedł mi nieprzyjemny dreszcz. Wiem, do czego zdolna jest Marie, kiedy coś nie idzie po jej myśli. Widocznie na własne oczy chciała przekonać się, jak czuje się Freya i wydobyć z niej informacje na temat ciąży. Nie powinna była tutaj przychodzić i denerwować jej. Dałem żonie do zrozumienia, że to był zły pomysł, chociaż wyśmiała mnie i stwierdziła, że nie potrafię zająć się smarkulą. Zdenerwowała mnie, dlatego powiedziałem jej, że ma wrócić do domu i ochłonąć. Rzewnie się rozpłakała, wzbudzając we mnie wyrzuty sumienia. Trudno jest ogarnąć jedną kobietę, a co dopiero dwie! Jedna i druga miała solidne pazurki, którymi w każdej chwili mogły podrapać. Byłem na linii ognia i o ile znalem swoją żonę, tak nie miałem pojęcia, do czego zdolna jest Freya.
To właśnie Marie powiedziała mi, że Freya nie jest w ciąży, że dostała okres. Nie potrafiłem ukryć ogromnego rozczarowania, chociaż powinienem uzbroić się w cierpliwość. Cóż to jest marny tydzień i kilkanaście stosunków? Widocznie potrzebujemy więcej czasu, a to oznacza więcej seksu. Na samą myśl na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech. Spycham w otchłań umysłu myśl o mojej żonie, a zastępuję ją moją małą, uroczą złośnicą. Jasna cholera! Nadal będę mógł kosztować jej niesamowitego ciała.                - Jestem - jej cichy głos przerywa moje sprośne fantazje. Wlepiam wzrok w jej drobną sylwetkę, a na widok dopasowanych spodenek i topu ze sporym dekoltem, moje fantazje wybuchają w mojej głowie niczym fajerwerki. Cóż ja chcę z nią zrobić, ouć! - Gapisz się na mnie - burczy pod nosem, nalewając do szklanki soku. Opiera się o blat, niepewnie na mnie spoglądając - Przyszedłeś do mnie w konkretnym celu?
- Byłem tutaj całą noc - puszczam jej oczko, na co kręci głową i siada na barowym krzesełku. Wygląda całkiem słodko, kiedy się złości - Nie bądź dla mnie taka oschła, to ja powinienem być na ciebie wściekły. Co miała oznaczać wczorajsza akcja w klubie, hmm? Schlałaś się, ledwo trzymałaś się na nogach!
- Też mi coś! Ty nigdy nie byłeś w klubie, w którym wlałeś w siebie studnię alkoholu? Nie uwierzę!
- Freyo, nie drażnij się ze mną. Mówię całkowicie poważnie. Po pierwsze; nie masz całkowitej pewności, czy faktycznie nie jesteś w ciąży. Po drugie; mogłaś sprowadzić na siebie kłopoty. Byłaś łatwym celem.
- Ronnie obiecała, że będzie mieć na mnie oko, ale właściwie nie wiem, gdzież ona się podziewała.
- Ale ja wiem. Świetnie bawiła się z jakimś blondynem, który bezwstydnie obmacywał ją na parkiecie.
- Serio?! - piszczy, aż mam ochotę zatkać sobie uszy - A to suka! Jednak nie darowała biednemu Luke'owi.
- Słownictwo, Freyo. Nie lubię, kiedy brzydko mówisz - przewraca oczami, ignorując moje marudzenie. Zabiera się za kanapkę, którą uprzednio posmarowała Nutellą - To nie jest dobra opcja po alkoholu.
- Jeśli będę rzygać to trudno - mówi z zapachną buzią, prawie się dławiąc - Nutella to życie, kochanie.
- Kochanie? - podchodzę do niej z głupim uśmieszkiem, odgarniam kosmyk wilgotnych włosów i czule dotykam gładkiego policzka - To słowo akurat bardzo mi się podoba, mów je trochę częściej, dobrze?
- Jak zasłużysz - wystawia mi język, chwyta szklankę i wypija jej zawartość - Boże, łeb mi pęka!
- Zjesz i wrócisz do łóżka. Musisz odespać kaca, niebawem będziesz jak nowa. Nie rób tak więcej.
- Dlaczego się o mnie martwisz, Justin? - odkłada kanapkę, a jej spojrzenie mnie prześwietla - Wiesz, że mogłeś zamoczyć, zrobić swoje i sobie pójść? Wcale nie musisz spędzać ze mną czasu, być dla mnie miły i robić mi zakupy. Ba, nie musisz nawet kupować mi nowego mieszkania, ponieważ dostanę pół miliona dolców. Wychodzi na to, że nic nie musisz, a robisz tak wiele. Dlaczego? Po co to wszystko, hmm?
- B-bo... - jąkam się, szukając odpowiednich słów. Nie mogę powiedzieć jej o tym, co dzieje się w mojej głowie i sercu. Mam żonę, którą kocham, to ona jest dla mnie najważniejsza. Freya jest jedynie chwilowym zauroczeniem, niczym więcej. Tak, to muszę sobie wmawiać - Zależy mi na tym, abyś dobrze się czuła. Z natury jestem bardzo troskliwym człowiekiem i opiekuję się każdym, nawet psem sąsiadki.
- Jesteś kochany - pochyla się, opiera dłoń na moim udzie i ku mojemu zaskoczeniu, składa na moich ustach słodkiego buziaka, czym kompletnie mnie rozmiękcza - Czy jest więcej takich facetów jak ty?
- A cóż to ma znaczyć, hmm? Mam rozmieć, że ja ci nie wystarczam? No wiesz! Uraziłaś moje serce!
- Wybacz, nie chciałam. Po prostu chciałabym trafić na kogoś tak wspaniałego i mieć go dla siebie.
- Na pewno trafisz, aniołku, jestem tego pewny - czuję uścisk w sercu, na myśl, że kiedyś będzie miał ją ktoś inny. To ja pragnę być tym, kogo będzie miała na własność, ale to niestety nie jest możliwe.                                                                                                         
                                                                  


Freya POV:
Po posiłku na rozkaz Justina wędruję do łóżka. Układa się obok mnie, odsuwa moje włosy i głaszcze po policzku. Coś go męczy i bardzo chciałabym to z niego wyciągnąć. Nie wiem jedynie, jaką metodę wybrać, aby osiągnąć swój cel. Nie chcę posuwać się do seksu, chociaż to na pewno na niego zadziała.

- Wiem, że znamy się zaledwie miesiąc, nie ufasz mi i inne bzdety, ale czy możesz mi powiedzieć, co się dzieje? Widzę, że jesteś jakiś inny odkąd wróciliśmy. W dodatku nie odezwałeś się przez cztery dni.
- Wybacz mi moje zachowanie, to było szczeniackie. Nie powinien był milczeć i zostawić cię bez słowa. Po prostu pochłonęła mnie praca, budowa nowego obiektu. To się więcej nie powtórzy, obiecuję.
- Niczego nie musisz mi obiecywać, Justin. Wiem, jaka jest moja rola, a to, że tak bardzo się o mnie troszczysz jest miłym dodatkiem. Po prostu chcę wiedzieć, co cię trapi. Może będę mogła ci pomóc?
- To nic wielkiego, nie zaprzątaj sobie tym swojej ślicznej główki - uśmiecha się, ale ja doskonale wiem, że właśnie mnie zbywa. Wdrażam w życie plan B, siadam na nim i rozpinam guziki w koszuli, a dostęp do jego umięśnionego torsu staje przede mną otworem - Co robisz? - pyta lekko zaskoczony, niewinnie wzruszam ramionami i mocniej opadam na jego przyrodzenie. Zaciska szczękę, a jego wzrok płonie pożądaniem.
- Nic, dotykam cię - oblizuję usta, patrząc mu prosto w oczy i zaczynam wolno poruszać biodrami. Nie potrzeba mu wiele czasu, abym zaczęła czuć, że coś mnie uwiera. Mimo tego leży spokojnie, co jest do niego niepodobne i nie spuszcza ze mnie wzroku. Muszę przyznać, że wygląda niesamowicie seksownie.
- Freyo - jęk opuszcza jego usta, siada gwałtownie i przytula mnie do siebie. Dzięki temu daje mi większe pole do popisu, bo do ruchu bioder dodaję pocałunki, które składam na jego szyi i uchu. Ściska moje biodra, wbijając w nie palce i mocniej dociska mnie do swojego penisa - Co ty kombinujesz? - szepcze tym zachrypniętym z podniecenia głosem i wsuwa dłonie w moje spodenki. Jęczę wprost do jego ucha, co działa na niego natychmiast - Zrób coś, inaczej sfiksuję! - uśmiecham się zwycięsko i przechodzę do ataku.
- Dam ci to, czego pragniesz, kochanie - na ostatnie słowo gwałtownie wciąga powietrze - Ale musisz powiedzieć mi, co cię dręczy. Jestem tutaj, przy tobie, we dwoje damy sobie radę. Przysięgam - idę o krok dalej, odpinam guzik w jego jeansach i z jego pomocą, obuwam je w dół. Jego penis jest gotowy do działania, biorę go do ręki i masuję, sprawiając mu przyjemność - No dalej, powiedz mi. Nie bój się.
- Chryste, Freyo - jednym ruchem rozrywa moje bawełniane spodenki, a to, że nie mam majtek działa na jego korzyść. Nabija mnie na siebie, aż z moich ust ucieka pisk. Cholercia, nie byłam na to gotowa! - Nie widzisz, co ze mną robisz? - syczy przez zęby i sam porusza moimi biodrami. Zaciskam mięśnie, aby dać mu jeszcze więcej - Szlag! Z-zauroczyłem się w tobie - po tych słowach moje serce przyśpiesza, a żołądek wywija koziołka. Odchylam głowę, aby zmiażdżyć jego usta namiętnym pocałunkiem. 
 






5 komentarzy:

  1. Kobieta to jednak wie, jak wyciągnąć z faceta cenne informacje. Ciekawe jak to teraz wszystko się potoczy? I czy Frey'a też przyzna się do zauroczenia?
    Pozdrawiam ,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo, cudo, cudo. Justin to taki słodziak. Juz widac, ze zakochany, juz nie odda Freyi tak łatwo. ❤️ Mam nadzieje, ze jutro dodasz kolejny! 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra jest 😁 ciesze sie ze się wreszcie przyznał, mam nadzieje ze coś im z tego wyjdzie chociaż na pewno nie będzie łatwo 💔 Marie przesadzila... nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😘❤ całuje 😚😚😚

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa mam nadzieję że bedzie coś z tego coś więcej 💕 świetny 😘

    OdpowiedzUsuń