niedziela, 2 września 2018

Rozdział dziewiąty


Freya POV:

Samuel zamawia dla siebie kawę, ja wybieram zieloną herbatę. Kiedy brunet wsypuje dwie łyżeczki cukru i dolewa nieco mleka, między nami panuje cisza, jak makiem zasiał. Wpatruję się w kubek, który trzymam w dłoniach i modlę w duchu, aby Samuel nie zadał pytania, na które nie będę znała odpowiedzi. Mam dość zmartwień, wolałabym, gdyby mi ich nie dokładał. W dodatku Justin reaguje na niego jak na alergię, co odrobinę mnie dziwi. To, że będę nosić pod sercem jego dziecko, nie oznacza, iż będę jego własnością.
- Okej, może zacznę - Samuel chrząka niezręcznie, bierze oddech i unosi głowę, aby spojrzeć mi w oczy - Wiesz, że mi się podobasz, bo nie jeden raz dałem ci to do zrozumienia - nerwowo oblizuje usta, męcząc w dłoni rurkę - Lubię cię, jesteś rewelacyjną dziewczyną, świetnie czuję się w twoim towarzystwie, dlatego chcę zapytać, czy... - zacina się, a serce podchodzi mi do gardła. Wiem, co chce powiedzieć, a na coś takiego nie jestem gotowa - Może to dla ciebie za wcześnie, Frey, może potrzebujesz czasu, ale chciałbym zapytać, czy zostaniesz moją dziewczyną - szlag, a jednak! Wcześniej dawał mi małe sygnały, ale nie sądziłam, że pójdzie o krok dalej. Pytanie; co mam mu niby powiedzieć? Jak wyjaśnię mu, że jestem w ciąży, gdy już w nią zajdę? Przecież nie wyjawię tego, co zamierzam zrobić! - Zaraz zejdę na zawał, wiesz?
- Przepraszam - uśmiecham się lekko, chwytam jego dłoń i zbieram się na odwagę - Masz rację, to dla mnie trochę za wcześnie. Ja również cię lubię, jesteś super chłopakiem i jestem pewna, że byłoby nam razem dobrze, ale są pewne sprawy, z którymi muszę się uporać, a ten czas nie jest odpowiedni na związki - kiedy kończę, na jego twarzy pojawia się smutek, przez co czuję się koszmarnie! - Nie chcę cię ranić, nie to jest moim zamiarem. Po prostu nie mogę być teraz w związku. Może za pewien czas, ale nie w tym momencie.
- Cholera, dlaczego, Frey? Masz jakieś problemy? Jeśli tak, powiedz mi, a może będę w stanie ci pomóc.
- Nie martw się, nie o to chodzi. Mam pewne zobowiązania, które mnie ograniczają. To skomplikowane.
- W porządku, nie będę naciskał. Czy mogę nadal liczyć na twoją przyjaźń, jakieś wspólne wyjście?
- Oczywiście! Nie mam nic przeciwko, wręcz przeciwnie, cieszę się, że moja odmowa niczego między nami nie zepsuła. Nie mam za wielu przyjaciół, właściwie oprócz ciebie i Ronnie nikogo. Nie chcę cię stracić.
- Nie wygaduj bzdur! To się nigdy nie stanie - przewraca oczami, przesiada się i przytula mnie do siebie.



Justin POV:
Zdejmuję kask, oddaję go Christianowi i kieruję się do swojego samochodu. Plac budowy wygląda imponująco. Prace posuwają się do przodu, nie ma przestoju i nawet Franco pozwolił sobie na wakacje,
z czego ogromnie się cieszę, bo dzięki temu nie truje mi dupy. Jeszcze opadnie mu szczęka, kiedy zobaczy to cacko, które właśnie się buduje. Marudził, ale pieniądze, jakie zarobimy, na pewno go udobruchają.

- Szefie! - odwracam się i wpatruję w biegnącego w moją stronę Daniela - Brakuje nam dwóch dźwigów.
- Jak to wam brakuje? Przecież William miał się wszystkim zająć, tak? Jest koordynatorem budowy!
- Szczerze? Nie widziałem go od tygodnia, szefie. Są wszyscy, którzy mają być, ale po nim ani śladu.
- Zabiję go - burczę pod nosem, wyjmuję telefon i wykręcam numer do tego durnia. Jaka szkoda, że nie odbiera, a wita mnie jego poczta głosowa - Robisz sobie ze mnie jaja, Will? Masz być na pieprzonej budowie, a nikt cię tutaj nie widział! Nie za to ci płacę! Masz godzinę na pojawienie się, jeśli tego nie zrobisz, będziemy musieli się pożegnać! - kończę połączenie, a złość zaraz wyleci mi uszami - Wracam do biura, zajmę się tym - ściskam jego dłoń, wsiadam do samochodu i ruszam w stronę Manhattanu. Myślę, czy nie zmienić kursu i nie wstąpić do Freyi. Muszę przyznać, że stęskniłem się za nią, a przez weekend nie miałem od niej znaku życia. Obiecała, że da mi znać, ale jest jeszcze za wcześnie. Odnoszę wrażenie, że jest na mnie zła, chociaż nie wiem za co. Może powinniśmy porozmawiać? - Tak, to dobry pomysł - mówię do siebie, na skrzyżowaniu odbijam w lewo i włączam się do ruchu. Kiedy łapią mnie światła i czekam na zielone, mój telefon zawiadamia mnie o nadejściu e-maila. Na szybko przeglądam pocztę, a zdjęcia, które widzę, szczerze mnie szokują. Niech to kurwa szlag! - Co to smarkula sobie wyobraża - psioczę pod nosem, ruszam z piskiem opon i na złamanie karku pędzę do jej mieszkania. Szybko się pocieszyła.


Wchodzę jak do siebie, ale nie mam zamiaru pukać do mieszkania, na które wydałem tyle pieniędzy. Od progu szukam Freyi wzrokiem, ale nigdzie jej nie ma. Musiała wrócić, inaczej drzwi byłyby zamknięte.
- Freya!! - wydzieram się, aż bolą mnie bębenki. Przez chwilę nic się nie dzieje, dopiero po chwili słyszę kroki, a jej postać zjawia się w salonie. Jej widok w krótkich, białych spodenkach i bluzeczce, która odsłania jej płaski brzuch, prawie zwala mnie z nóg. Ma wilgotne włosy, a to oznacza, że właśnie brała prysznic. Niemal czuję zapach jej mokrej skóry - Chyba powinniśmy poważnie porozmawiać, nie uważasz?
- Porozmawiać? O czym? - pyta tak cicho, że ledwo ją słyszę. Pewnym krokiem ruszam w jej kierunku, zatrzymuję się przed nią, a dłonie układam na jej ramionach - Jesteś zdenerwowany - marszczy brwi, patrząc mi prosto w oczy. Jej słodka buźka i niepewność sytuacji, rozczulają moje serce - Co się stało?
- Powinienem poczekać do momentu, w którym będziemy mieć pewność, że jesteś w ciąży, ale nie chcę czekać ani chwili dłużej - jest zaskoczona moimi słowami. Zapewne nic z tego nie rozumie - Podpiszesz umowę - zaciska usta i spuszcza wzrok - Przygotuję ją jeszcze dzisiaj i przywiozę wieczorem. Dobrze?
- D-dobrze, skoro tego chcesz - jej głosik brzmi niezbyt pewnie, ale szlag mnie trafi, jeśli jeszcze raz zobaczę ją z tym chłystkiem. Tak nie może być - Powiesz mi, co wyprowadziło cię z równowagi? 

- Ty - mówię ostrzej, niż zamierzałem. Freya podnosi głowę i patrzy na mnie podejrzanie - Jako że zwiąże nas umowa, będziesz trochę ograniczona. Tak trzeba, aniołku. Nie mogę się tobą dzielić, rozumiesz? - przenoszę dłonie z jej ramion na policzki, po czym głaszczę je kciukami - Muszę mieć pewność, że jesteś mi wierna. Skąd mam wiedzieć, że nie pieprzysz się z tym szczylem i że to dziecko nie będzie jego? - kiedy wypowiadam ostatnie słowa, Freya cofa się, uwalniając od mojego dotyku - Widziałem was w kawiarni.
- C-co? - kręci głową, prychając pod nosem - Chyba nie chcesz powiedzieć, że mnie kurwa śledzisz?!
- Słownictwo, moja droga! - wystawiam palec, aby ją upomnieć, ale zbywa mnie szyderczym spojrzeniem - To był przypadek, przejeżdżałem tamtędy - nie wspominam, że mój przyjaciel-detektyw ma na nią oko. 

Im mniej wie, tym lepiej śpi - Kim on jest, Freyo? Masz zamiar utrzymywać z nim bliskie kontakty?
- Tak, taki mam zamiar. Samuel jest moim przyjacielem, wiesz, co oznacza to słowo? Masz przyjaciół?
- Nie kpij ze mnie, maleńka. Owszem, mam przyjaciół i wiem, co oznacza to słowo. Do czego zmierzasz?
- Do tego, że pewnie wiesz, że przyjaciele spotykają się ze sobą. Wychodzą do kawiarni, kina, na spacer lub do klubu. Nie robię nic, przez co musiałbyś się denerwować. Nie sypiam z nim, dla twojej wiadomości.
- Lepiej dla ciebie, żebyś tego nie robiła - zwijam dłonie w pięści, ledwo panując nad złością. Nie pozwolę, żeby robiła mnie w chuja! - Zależy mi na tobie, Freyo, dlaczego musisz robić mi na złość, hmm?
- O czym ty mówisz? Bo za cholerę cię nie rozumiem, Justin! Nie robię nic złego, weź się w garść, proszę!
- Myślisz, że to takie proste, kiedy muszę za tobą nadążać? - wyrzucam ręce w górę, a moja cierpliwość wisi na włosku - Spędziliśmy ze sobą cudowny tydzień, który wciąż siedzi mi w głowie, nie mogę o nim zapomnieć, skupić się na pracy! - paplam jak katarynka, a Freya uchyla usta zaskoczona - Nie wiem, co się ze mną stało. Nawet Marie zauważyła, że jestem nieswój, ale zwaliłem winę na pracę i zaległości.
- Ja też myślę o tym tygodniu - wzdycha ciężko, schyla głowę i bawi się palcami - Utkwił mi w głowie na dobre, nie mogę się go pozbyć. Tęsknię za tobą - zaciska usta, a moje serce wywija koziołka. Szlag, robi się poważnie! - Dlatego uważam, że powinniśmy ograniczyć nasze spotkania do minimum - okej, teraz już niczego nie ogarniam. Tęskni, ale mnie nie chce? Co jest kurwa? - Nie chcę przez ciebie cierpieć.
- Nie dopuszczę do tego, aniołku - ruszam w jej stronę, porywam w swoje ramiona i całuję, aż odbieram jej oddech. Dopiero teraz wszystko wraca na swoje miejsce. Dziwny uścisk w brzuchu znika, a serce przyśpiesza bicie. Nie powinienem tego robić, nie tego oczekuje ode mnie Marie, ale nie potrafię się powstrzymać - Pragnę cię i nie jestem w stanie myśleć o niczym innym - jednym ruchem pozbywam się jej bluzki i dopadam do piersi. Ssę i przegryzam jej sterczące sutki, a ona nagradza mnie seksownym jękiem. Marzyłem o tym, odkąd wróciliśmy do domu - Wariuję przez ciebie - wracam do jej ust, które całuję zachłannie, jednocześnie pozbywając się jej spodenek. Nie protestuje, żarliwie oddaje pocałunek, wijąc się z przyjemności. Przypieram ją do ściany, rozpinam pasek, rozsuwam rozporek i zsuwam spodnie w dół. Kiedy uwalniam nabrzmiałego kutasa, oddycham z ulgą. Jakież jest moje zaskoczenie, kiedy czuję na nim dłoń Freyi. Patrzymy sobie w oczy, a ona pieści mnie, wysyłając w kosmos. Nie robi nic specjalnego, a i tak ledwo stoję na nogach - Powiedz mi, czego pragniesz? - napieram na nią, wciskając fiuta w jej małą dłoń.
- C-chciałabym... - zaczyna niepewnie, spoglądając w dół - Nigdy tego nie robiłam. Trochę się boję, Justin.
- Nie ma czego - uśmiecham się, odgarniając kosmyk jej włosów - To nic trudnego, pomogę ci, aniołku.
- Dobrze - oblizuje usta, klęka i ostrożnie bierze mnie do ust. Muszę podeprzeć się ściany, inaczej wyłożę się na idealnie wypolerowanych, białych płytkach. Jej niepewne ruchy są tak słodkie, dobre i niewinne. Chyba właśnie ta niewinność tak cholernie mnie w niej pociąga - Szybciej, kotku, szybciej - zachęcam ją, układając dłoń na tyle jej głowy i wsuwając się w jej usta trochę głębiej. Świetnie sobie radzi, chociaż wyczuwam kompletny brak doświadczenia. Nie mam jej tego za złe, cieszy mnie fakt, iż jestem pierwszym, który wylądował tam, gdzie wcześniej nie był żaden - Och, idealnie! - syczę przez zęby, kiedy rozkręca się i bierze mnie jeszcze głębiej. Schylam głowę i obserwuję, jak mój fiut znika w jej kuszących usteczkach, a ten widok szybko doprowadza mnie na skraj. Mam ochotę wytrysnąć tak, jak stoję, ale przypuszczam, że na to Freya nie jest jeszcze gotowa. Może innym razem - Wystarczy, aniołku - chwytam jej ramię, stawiam na nogach i przyglądam się jej zarumienionej buźce - Byłaś wspaniała, dziękuję - głaszczę jej policzek, przymyka oczy i wtula się w moją dłoń, zamykając oczy. Moje serce bije jak szalone, mam wrażenie, że wręcz chce się przebić i wyleźć na powierzchnię, aby osobiście przyjrzeć się kobiecie, przez którą wariuję. Nie rozumiem własnego zachowania, tego cholernego pociągu, który do niej czuję. Coś jest ze mną nie tak, może zachorowałem? - Odwróć się - posłusznie wykonuje moje polecenie, odwracając się do mnie tyłem i przytulając policzek do ściany. Robię krok w przód, ustawiam się przy jej rozkosznym wejściu i centymetr po centymetrze zanurzam się w jej wilgotnym wnętrzu. 


Kiedy docieram do biura, umowa jest już gotowa. Szybko rzucam na nią okiem i uśmiecham się zadowolony z dobrze wykonanej pracy Donniego. Chłopak zaplusował, chyba powinienem dać mu podwyżkę. Czasami wyprzedza mnie o krok, spełniając moje oczekiwania. Odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu.

W domu jestem kilka minut przed osiemnastą. Biorę ciepły prysznic, zakładam świeżą bieliznę oraz dla odmiany jeansy, biały t-shirt i skórzaną kurtkę. Marie czeka na mnie na dole, opiera się o ścianę i uważnie mi się przygląda. Przez chwilę boję się, że zauważa moje podekscytowanie na myśl o spędzeniu wieczoru z Freyą. Nie byłaby zła za to, że przeleciałem ją dzisiaj, ale gdybym zrobił to, a Freya byłaby już w ciąży, miałbym solidnie przejebane. Jest piekielnie zazdrosna, nie dzieli się, chociaż w tym przypadku zrobiła wyjątek. Nie dziwię się jej. Ma dość czekania na coś, czego sama nie może mi dać. Przeszliśmy przez niezliczoną ilość badań i wiele innych gówien, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, dlatego tak bardzo zależy jej na czasie. Gorzej, jeśli zapłodnienie Freyi również będzie tego czasu wymagać. Moja żona założyła, że powinno udać się w miesiąc, ale Dorothy nie jeden raz wspominała, że może to potrwać nawet pół roku. Nie jestem pewien, jak zniosłaby to Marie. Pieprzyć inną miesiąc, a pół roku, to różnica.
- Nie mogę się doczekać, aż Freya będzie w ciąży. Dzięki temu nie będziesz mi uciekał wieczorami.
- Trochę cierpliwości, perełko - przytulam ją do siebie, muskając usta - Liczę na to, że szybko pójdzie.
- Ja również. To nic przyjemnego dzielić się mężem z obcą kobietą. Chyba zaczynam być zazdrosna, wiesz?
- Nie masz powodu, Marie. Wiesz, ile dla mnie znaczysz i nic, ani nikt, tego nie zmieni. Jesteś moją żoną.
- Nigdy o tym nie zapominaj. Jesteś mój - patrzy na mnie poważnie, a ja doskonale znam to spojrzenie. Marie wie, co powiedzieć i wie, co zrobić, aby łatwo mnie zmanipulować. Mam tego świadomość, doświadczałem tego wiele razy, odkąd jesteśmy małżeństwem, ale nie uważam, aby to było coś złego. Ona po prostu pilnuje tego, co należy do niej. Czyli mnie - Wrócisz na noc, czy nie mam na co liczyć?
- Nie wiem, skarbie. Postaram się wrócić, ale nic nie obiecuję - mam ochotę przypierdolić sobie w twarz, ponieważ doskonale wiem, że żadna siła nie odciągnie mnie dzisiaj od Freyi - Nie pogniewasz się?
- Nie, przecież wiem, jaki mamy układ. Na szczęście niedługo znowu będę miała cię całego dla siebie.
- Dokładnie tak - puszczam jej oczko, całuję w usta i otwieram drzwi - Do zobaczenia, kochanie. Nie tęsknij zbyt mocno - przewraca oczami, wypycha mnie i wystawia środkowy palec. Ach, moja bestia! 


Kiedy wchodzę do mieszkania Freyi, zatrzymuję się w połowie kroku. Gapię się na nią jak zahipnotyzowany, kiedy tańczy do lecącej na MTV piosenki. Ponownie ma na sobie krótkie spodenki i top odkrywający jej brzuch, a dla mnie ten widok to poezja. Jej ruchy są płynne, porusza biodrami, śpiewa głośno i potrząsa głową, a jej krótkie, jasne włosy wirują dookoła. Mógłbym gapić się na nią godzinami, jest tak piękna, urocza, słodka. Jaka szkoda, że po chwili mnie dostrzega, a na jej buźce pojawia się zakłopotanie.
- Nie słyszałam, jak wszedłeś - bierze pilota i ścisza telewizor - Wejdź dalej, dlaczego stoisz w holu?
- Patrzyłem, jak tańczyłaś - uśmiecham się, podchodzę do niej i rzucam teczkę z umową na stolik.
- Lubię skoczne kawałki, dlatego czasami tańczę, ale tylko w domu lub w klubie. Przyłapałeś mnie.
- Mam nadzieję, że będę przyłapywał cię częściej - ujmuję jej dłonie, po czym przysuwam do ust i
składam na wierzchu pocałunek. Niestety tę jakże piękną scenę przerywa dźwięk przychodzącego sms'a. Oboje spoglądamy na stojący tuż obok stolik, na którym leży telefon Freyi, a na wyświetlaczu ukazuje się wiadomość. Chcąc nie chcąc czytam ją, a mój spokój idzie się pieprzyć.








4 komentarze:

  1. Rozpieszczasz nas z tymi rozdziałami. Justin, wpadłeś po uszy chłopie. Ciekawe, co Marie zrobi, gdy dowie się o tych nieplanowanych spotkaniach? Czyżby Samuel napisał tego sms-a?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Justin zazdrośnik. Jeju to opowiadanie zapowiada się tak super, ze nie moge sie nasycic i moglabym czytac to bez konca 😄😄

    OdpowiedzUsuń
  3. Justin jest nie fair! Sam ma żonę i wgl ale wścieka się ze Fray się z kimś spotyka... to pewnie Samuel tego smsa...ciekawe jak się potoczy ich wieczór. ..

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę tak jak osoba powyżej, że Justin jest nie fair bo w sumie ma żonę to i Freya może się spotykać z innymi😕 świetny rozdział i czekam na więcej😘😘

    OdpowiedzUsuń