piątek, 7 września 2018

Rozdział dziesiąty


Freya POV:

Nerwowo przełykam ślinę, niepewnie patrząc na Justina. Wyraz jego twarzy zmienia się co sekundę. Robi się czerwony, zaciska szczękę i marszczy brwi, nie spuszczając wzroku z wyświetlacza mojego telefonu, który już dawno zgasł. Dlaczego ja muszę mieć takiego pecha? Zaczęło się tak miło, niestety ta jedna, krótka wiadomość od Samuela zniszczyła nastrój. Jaka szkoda, że wybrał sobie akurat ten moment. 
Będę na ciebie czekał? - powtarza treść sms'a, wciąż patrząc na telefon - Co miał przez to na myśli?
- Samuel zapytał, czy zostanę jego dziewczyną - Justin gwałtownie przekręca głowę, wlepiając we mnie te piękne, brązowe oczy - Powiedziałam mu, że to nie jest dla mnie dobry czas na związek. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz. Pewnie dlatego napisał, że będzie czekał. Akurat na to nie mam żadnego wpływu.
- Owszem, masz wpływ, Freyo. Powinnaś była go spławić, nie dawać mu złudnych nadziei na coś więcej.
- Dlaczego? - zakładam ręce na piersiach, dumnie unosząc brodę w górę - Nie masz prawa decydować o moim życiu, związkach. Jeśli będę chciała z nim być, to będę. Mogę nosić pod sercem twoje dziecko, ale tak czy siak, będę żyć po swojemu. To tak, jakbym zabroniła ci przebywać z żoną. Czyż to nie brzmi niedorzecznie? - odważnie patrzę mu w oczy, ale tym razem nie dam się udobruchać. Solidnie przesadza.
- Nie chcę się z tobą kłócić, aniołku - łagodnieje, czym szczerze mnie zaskakuje. Byłam pewna, że wyskoczy z pretensjami - Nasza sytuacja jest bardzo skomplikowana, w dodatku z każdym dniem komplikuje się coraz bardziej - siada na kanapie, przeczesuje włosy i chowa twarz w dłoniach. Nie wiem dlaczego, ale ten widok mnie smuci. Siadam obok niego, przytulam się do jego ramienia i opieram na nim policzek - Przepraszam za swoje zachowanie. Muszę uporać się z własnymi myślami, które mnie przerażają.
- Powiedz mi, co cię dręczy, Justin. Może będę mogła ci pomóc? Wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Jesteś taka słodka - spogląda na mnie, opierając czoło o dłonie. Patrzy na mnie z czułością, której nie rozumiem. Jest dobrym człowiekiem, troskliwym, ale od czasu spędzonego wspólnie tygodnia, coś się zmieniło. Już wtedy nie mógł się ode mnie odkleić, był czuły, dominujący i nigdy nie zrobił czegoś, na co nie miałam ochoty. Odkąd wróciliśmy, a minęło zaledwie trzy dni, chodzi jakiś przygaszony - Muszę poradzić sobie sam, maleńka, ale dziękuję za twoje chęci - obejmuje mnie ramieniem, przytula do swojego boku i całuje w skroń. Moje serce szaleje, obijając mi żebra. Kurczę się w jego silnych ramionach, tak bardzo pragnąc, aby już zawsze należały tylko do mnie. To się nigdy nie stanie, Justin nie będzie mój. To nie jest możliwe - Zjedzmy coś, a potem porozmawiamy. Na co masz ochotę? Pizza, chińszczyzna?


Po pysznej chińszczyźnie i sushi, siadamy w salonie. Justin nalewa sobie drinka, mi serwuje sok pomarańczowy i sięga po białą teczkę. Zaczynam się stresować, ponieważ nie mam bladego pojęcia, co jest w środku. Boję się, że Justin wymyślił jakieś chore zasady, którym nie będę w stanie sprostać. Co się wtedy stanie? Pół biedy, jeśli jeszcze nie jestem w ciąży, gorzej, jeśli jestem. Kiepsko to widzę.
- Chciałbym, abyś dokładnie przeczytała umowę i ją podpisała. Nie dam ci czasu do namysłu, musisz to zrobić dzisiaj, Freyo. Robimy coś poważnego, tutaj nie ma miejsca na zabawę czy nieporozumienia.
- Rozumiem - drżącą dłonią odbieram od niego dwie kartki i podsuwam pod oczy. Na początku nie ma nic strasznego. Są dane moje, Justina i kilka podstawowych informacji. Jednak im dalej idę, tym robi się mniej ciekawie. W podpunktach zawarte są definicje, czego mi robić nie wolno. Nie mogę pić? Jasna sprawa. Imprezować w klubie? Cóż, kobiecie w ciąży nie wypada. Palić? Luzik. Przemęczać się? W to mi graj - Same zakazy - posyłam Justinowi lekki uśmiech, który odwzajemnia i kiwa, abym czytała dalej. Są wzmianki o zdrowym odżywianiu, moim studiowaniu, najróżniejszych badaniach, które trzeba wykonać w czasie ciąży, a nawet kwocie wynagrodzenia. Dostrzegam również osobną kartkę, która jest zrzeknięciem się praw do dziecka. Cóż, skoro taka była umowa, spodziewałam się tego. Na razie jednak nie chcę się tym zadręczać - 
Ta umowa nie jest taka straszna. Nie ma w niej nic, co by mnie zaskoczyło. Gdzie podpisać?
- Nie zauważyłaś siedemnastego punktu, czy może nie zrobiło to na tobie żadnego wrażenia, hmm?
- Siedemnasty? - marszczę brwi, przewracając kartkę na drugą stronę. Szlag, musiałam go niechcący pominąć, bo kiedy czytam całość, krew zalewa mnie na miejscu - Zwariowałeś?! Kurwa, Justin, co z tobą?!
- Słownictwo - upomina mnie jak dziecko, ale olewam go. Zrywam się z miejsca, podchodzę do okna i opieram czoło o ramę. Pieprzony dupek! - Wspominałem ci, że nie mam zamiaru się tobą dzielić, powinnaś mnie zrozumieć! Skąd mam mieć pewność, czyje to będzie dziecko, Freyo? Powiedz mi!
- Przecież mówiłam, że nie sypiam z Samuelem! - odwracam się w jego stronę, mordując spojrzeniem - Przesadziłeś! Tego punktu nie powinno tam być! Dlaczego to zrobiłeś, co? To jest niesprawiedliwe!
- Uważam inaczej. To moje zabezpieczenie i gwarancja, że dziecko będzie moje. Nie możesz się z nim spotykać, a przynajmniej do czasu, kiedy nie urodzisz. Potem możesz zrobić, co zechcesz, aniołku.
- Poważnie?! Mam czekać pieprzone dziewięć miesięcy?! Z pewnością Samuel wykaże się cierpliwością.

- Jesteś piękną, wyjątkową kobietą. Jeśli nie on, znajdzie się ktoś inny. Jesteś warta czekania. Uwierz mi.
- Bredzisz! - zaciskam usta, próbując powstrzymać łzy, ale to na nic, bo już skapują po moich rozgrzanych policzkach - Z-zgodziłam się, bo potrzebuję pieniędzy. Myślałam, że c-chcesz mi pomóc, a ty niszczysz mi życie - patrzę na niego smutno, a w jego oczach dostrzegam coś dziwnego, jakby strach i panikę.
- Błagam cię, nie mów tak - doskakuje do mnie, miażdżąc mnie uściskiem - Nie mógłbym tego zrobić, Freyo, zwariowałaś?! - podnosi głos, głaszcze moje plecy i próbuje uspokoić - Obiecuję, że ochronię cię przed wszystkim, co złe, maleńka. Nie dopuszczę, abyś cierpiała, bardzo mi na tobie zależy. Przecież cię ko... - przerywa nagle, jakby zdał sobie sprawę z tego, że powiedział za dużo. Sztywnieję w jego ramionach, nie rozumiejąc nic z wypowiedzianych przez niego słów. Odchylam głowę, aby spojrzeć mu w oczy, ale niestety są zamknięte. Boże, co chciał mi powiedzieć? - Jutro wpadnę po umowę, muszę już iść.
- Proszę, nie idź - proszę błagalnie, ale on kręci głową, cmoka mnie w czoło i po prostu wychodzi. 




Justin POV:

Nie wracam do domu, jadę do swojego apartamentu, w którym zaszywam się, myślę i piję. Próbuję pozbyć się uczuć, które mordują mnie od środka, a dzisiaj o mały włos nie wylazły na powierzchnię. Prawie powiedziałem na głos słowo, którego od razu bym pożałował. Nie kocham Freyi, nie mogę jej kochać! Jestem dorosłym mężczyzną, mam żonę, którą uwielbiam i poukładane życie. Nie potrzebuję komplikacji, a Freya jest jedną, wielką, pieprzoną, komplikacją. Zostawiłem ją samą, a to ostatnie, na co miałem ochotę. Tak cholernie cieszyłem się na spotkanie z nią, a wieczór skończył się katastrofą. Mam to na własne życzenie, przez jebany, siedemnasty punkt. Oczywiście, że nie mam żadnego prawa ingerować w jej życie, zakazując spotkań z innym mężczyzną. Zrobiłem to z chorej zazdrości, to proste. Nie zniósłbym myśli, że dotyka ją ktoś inny, oprócz mnie. Szalałbym jak dzikie zwierzę i robił coś, co jest poniżej mojej godności.
Postawiłem wszystko na jedną kartę, zaryzykowałem i zabroniłem spotykać się jej z tym chłystkiem. Teraz mam pewność, że dobrze zrobiłem, skoro zaczął do niej startować. Nawet poprosił ją, aby została jego dziewczyną! Też mi coś! Smarkacz sięga po coś, co należy do mnie, a ja za nic w świecie mu tego nie oddam. Prawda jest jednak smutna, ponieważ Freya nie jest moja i nigdy nie będzie. To nie to miejsce, nie ten czas, abyśmy mieli jakąkolwiek szansę. Muszę odsunąć się do niej, to jedyna droga do tego, abym mógł normalnie funkcjonować. Czy to będzie proste? W życiu! Jeśli nadal nie jest w ciąży, mam przejebane.


Kolejne cztery dni upływa pod znakiem nawału pracy. Nie mam czasu dosłownie na nic, nawet dla własnej żony, która zaczyna pokazywać pazurki. Wciąż narzeka, że nie ma mnie w domu, że praca liczy się dla mnie bardziej niż ona, że nie spędzam z nią nawet nocy. Fakt, sypiam w salonie, ponieważ sen dopada mnie przed laptopem i projektami. Marie nie jest w stanie tego zrozumieć, a winą obarcza Freyę, która poniekąd jest wszystkiemu winna. To przez nią wpadłem w pracoholizm, aby odseparować głowę od uczuć, które zdecydowanie za szybko wykiełkowały w moim sercu. Pieprzony miesiąc, a ja zwariowałem na punkcie drobnej, niskiej blondynki, która jest najsłodszą istotą na tej planecie. Istne szaleństwo!
- Szefie? - wzdrygam się na głos Donniego, który sprowadza mnie na ziemię - Pana żona przyszła - szlag!
- Niech wejdzie - wzdycham ciężko, poprawiam krawat i podnoszę tyłek z fotela. Marie wchodzi pewna siebie, z obrażoną na cały świat miną. Jeszcze nic nie powiedziała, a ja już mam dość - Witaj, kochanie - pochylam się, całuję ją w policzek i podsuwam palec pod jej brodę, aby na mnie spojrzała - Co jest?
- A co ma być? Tęsknię za tobą, dupku! - burczy nieznośnie, uderzając mnie w ramię - Nie ma cię w domu całymi dniami, nie śpisz ze mną, praktycznie w ogóle cię nie widuję! Weź urlop, wyjedźmy gdzieś.
- Nie mogę. W zeszłym tygodniu nie było mnie w pracy z wiadomych powodów, nie mogę brać urlopu ot tak sobie, zostawiając moich ludzi na pastwę losu. Mam w trakcie trzy budowy, kochanie. Zrozum mnie.
- Rozumiem, tylko jestem rozczarowana, bo coś między nami zaczyna się psuć. Nie chcę tego, Justin.
- Zapewniam cię, że nic się nie pasuje. To chwilowe, obiecuję. Niebawem wszystko wróci do normy.
- Dzwoniłeś do Freyi? - kiedy wypowiada jej imię, moje serce podskakuje. Nie miałem z nią kontaktu od poniedziałku, kiedy to wyszedłem z jej apartamentu. Minęło długie cztery dni, a to niemal jak wieczność!
- Tak, dzwoniłem - kłamię jak z nut - Wszystko w porządku, ma sporo nauki. Za kilka dni czeka ją sesja.
- Nie może się przemęczać. Może powinna zrezygnować ze studiów lub wziąć urlop? - co takiego?! Nigdy w życiu nie pozwolę, aby Marie przekonała mnie do tego pomysłu - Stres fatalnie wpływa na płodność.
- Jestem pewny, że Freya niczym się nie stresuje, to zdolna dziewczyna. Poza tym nie wiemy, czy jest w ciąży - Marie mruży oczy, dając mi do zrozumienia, że się niecierpliwi - Nie patrz tak na mnie.
- Zabierz ją do lekarza, Justin. Chcę wiedzieć, czy jest w ciąży. Jeśli nie, będę bardzo rozczarowana.
- Zrobię to, może jeszcze dzisiaj. Musisz być cierpliwa, kochanie. To nie jest takie hop ciup i już.
- Domyślam się, ale sytuacja zaczyna mnie męczyć. Wariuję, kiedy jesteś z nią! Jestem zazdrosna!
- Przecież to był twój pomysł, już o tym zapomniałaś? Wiesz, że byłem przeciwny temu szaleństwu ze spaniem z obcą kobietą, ale ty się uparłaś. Mam się wycofać? Powiedz jedno słowo, a zrobię to.
- Nie! - kręci głową, opiera dłonie na moim torsie i patrzy na mnie oczami szczeniaka - Nie chcę, żebyś się wycofywał. Jesteśmy tak blisko, skarbie. Dam radę, przepraszam. Brak ciebie źle na mnie wpływa, tęsknię za twoim ciałem - przygryza wargę i zabiera się za rozpinania guzika w moich spodniach. Nie kochałem się z nią od kłótni z Freyą i nie jestem pewny, czy dam, kurwa, radę! - Chcę cię, tutaj i teraz - opuszcza moje spodnie wraz z bokserkami i opada na kolana, pochłaniając mojego kutasa. Jej sprawne usta stawiają go na baczność w kilka sekund, chwytam ją za ramię, podsuwam sukienkę i odchylam majtki, po czym wbijam się w nią jednym ruchem. Posuwam ją jak szalony, dociskając do ściany. To, że stoi odwrócona do mnie plecami działa na moją wyobraźnię. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że właśnie kocham się z Freyą.




Freya POV:
Zajęcia kończę o siedemnastej. Od poniedziałku czeka mnie ciężki okres zwany sesją. Nie wyobrażam sobie zakuwania, kiedy w mojej głowie panuje totalny mętlik. Jestem przybita, płaczę po nocach, a w dzień jestem nieprzytomna. Justin nie odezwał się od poniedziałku, kiedy wyszedł i zostawił mnie samą. Nie napisał nawet pieprzonego sms'a, więc i ja się nie odzywałam. Po co? Skoro nie chciał mnie widzieć, ja nie zamierzałam się narzucać. Widocznie nasza umowa również wygasła, ale może to i lepiej? W poniedziałek wieczorem dostałam okres, który skończył się dzisiaj rano. Nie zaszłam w ciążę i sama nie wiem, czy ten fakt mnie cieszy, czy smuci. Mówi się, że jeśli się czegoś pragnie, to nigdy nie przychodzi szybko.
- Masz ochotę na wypad do klubu? - obok mnie staje Ronnie, która przeczesuje włosy i wzdycha ciężko - Mam ochotę urżnąć się jak świnia, wszystko jest do bani! Luke wystawił mnie trzeci raz! Rozumiesz to?!
- Nie za bardzo. Po co uganiasz się za chłopakiem, któremu nie zależy? Jesteś warta o wiele więcej.
- Och, serio? A widzisz na horyzoncie więcej kandydatów? Poza tym Luke naprawdę mi się podoba.

- Szkoda tylko, że zachowuje się jak dzieciak, umawiając się z tobą i nie przychodząc. To żałosne, Ronnie.
- Tsa, jakbym tego nie wiedziała. Może faktycznie muszę odpuścić, inaczej wyleję wszystkie łzy.
- Chrzanić facetów, moja droga. Przez nich są same problemy, a po cóż utrudniać sobie życie, prawda?
- Dobrze prawisz, siostro! Polać ci! Idziemy dzisiaj do klubu, czas odreagować niepowodzenia! 


O dwudziestej jestem gotowa. Wystroiłam się w czarną, krótką sukienkę i wysokie aż po uda kozaki. Mimo tego, iż mierzę tylko metr sześćdziesiąt, mam wrażenie, że moje nogi sięgają do nieba. Wyglądam ładnie, seksownie, ale z klasą. Nie ma nic gorszego, niż dziwkarski strój przyciągający pijanych typków.

Wysiadamy pod klubem, który świeci nam po oczach fioletowym neonem z nazwą "Suck Me". Posyłam Ronnie wymowne spojrzenie, niewinnie wzrusza ramionami, chwyta mnie pod ramię i prowadzi do środka. Nigdy wcześniej tutaj nie byłam, jednak klub nie różni się wyglądem od tych, które już odwiedziłam. Standardowo światła migają na wszystkie strony, muzyka gra tak głośno, że prawie wywala bębenki, a bar zachęca do wypicia drinka. Zamawiamy czystą whisky, którą pochłaniamy na raz. Potem idzie kolejna i kolejna, a mój humor się poprawia. Rozluźniam się, a to jest to, czego teraz potrzebuję najbardziej. Mam zamiar olać wszystko, świetnie się bawić i zapomnieć o mężczyźnie, który zawrócił mi w głowie.








*************************************************

Ps. Jutro pojawi się kolejny :)


Tulę
Kasia







5 komentarzy:

  1. Justin juz przepadł biedaczek hahaha Jejuu nie moge sie doczekac 😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Justin, uczuć nie oszukasz. Jestem ciekawa w jakim momencie Justin pozwoli sobie na dokończenie tego, co zamierzał powiedzieć Frei?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Justin jeśli się dowie będzie wkurwiony! Ehh oni oboje coś do siebie czują, wkoncu im się uda wierzę w to ! 😍😍 ale z tym 17 punktem justin przegial ...sam ma żonę i FreYa może robić co chce tak naprawdę a tu proszę. ..

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny😍 moze jednak jest szansa ze ktoś zostawi żonke😂 okeej czekam😘

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww. Justin zazdrosny, ale przegiął z tą umową na Maksa. 😍 Nie mg się doczekać kolejnego.😍💕

    OdpowiedzUsuń