niedziela, 9 września 2018

Rozdział dwunasty


Justin POV:

Moje biodra pracują jak świetnie naoliwiona maszyna. Pieprzę tę drobną dziewczynę, aż nie może za mną nadążyć, ale przyjmuje wszystko, co jej daję. Jestem na siebie wściekły, że tak łatwo dałem jej się podejść i wypaplałem to, co kotłuje mi się w głowie. Nie chcę kończyć tego, co obojgu sprawia nam przyjemność, bo wtedy nadejdzie trudny momenty zwany rozmową. Niby co mam jej powiedzieć? Że jest wyjątkowa, piękna, urocza, taka słodka i chcę mieć ją tylko dla siebie? Czy może wyznać, że jestem skurwielem, ponieważ pragnę jej jak nastolatek, mając żonę, którą kocham? A może to, iż zauroczyłem się w niej właściwie w tydzień, który spędziliśmy w moim domu za miastem? Cokolwiek bym nie powiedział i tak się pogrążę. Nie mogę dać jej złudnych nadziei, ponieważ między nami nic nie będzie. Nie może. Mam do wykonania zadanie, na którym muszę się skupić, a po wszystkim nasze zbliżenia dobiegną końca. Szkoda tylko, że moja podświadomość szydzi ze mnie perfidnie, nabijając się i przeklinając. Jeśli mój cholerny mózg nie weźmie się w garść, marny mój los. Nie wyobrażam sobie dnia spędzonego bez Freyi, nie mówiąc o reszcie. Mogę wmawiać sobie te bzdury, ale w głębi siebie wiem, że ta dziewczyna znaczy dla mnie bardzo wiele. Przy niej czuję, że żyję. Jest zupełnie inna niż Marie. Żywiołowa, wesoła, dobra i daje mi coś, czego od dawna nie daje mi moja żona; uwagę. Zawsze w skupieniu słucha tego, co mówię. Nawet opowieści o firmie jej nie nudzą, wręcz przeciwnie, przy ostatnim spotkaniu przed wizytą u lekarza, pytała z podekscytowaniem, jak wysoki będzie nowy budynek, ile będzie miał okien i była zachwycona jego kształtem. Marie informacje o mojej firmie wpuszcza jednym uchem, a wypuszcza drugim.
- J-Justin - cichy głosik Freyi sprowadza mnie na ziemię. Schylam głowę, aby złapać jej spojrzenie, a na widok zarumienionych policzków uśmiecham się szeroko - Proszę, zwolnij odrobinę. Rozerwiesz mnie.
- To nie jest możliwe - mrugam okiem, opuszczam jej ciepłe wnętrze i jednym ruchem przekręcam ją na brzuch, aby ponownie w nią wejść. Zaciska w dłoniach poduszkę, wierci się niespokojnie i jęczy, a te jęki doprowadzają mnie do końca. Wlewam się w nią długo i obficie, w duchu licząc na to, że moje rycerzyki wreszcie zabiorą się do roboty - Cholera, wykończysz mnie - opadam obok, wciągając ją na swoje ciało.
- Ja ciebie? Raczej ty mnie! Miałam dwa orgazmy, Justin - unosi głowę, aby posłać mi pełne niedowierzania spojrzenie - Mam marne doświadczenie, ale dwa orgazmy podczas jednego stosunku? Szaleństwo!

- Fakt, masz naprawdę marne doświadczenie, aniołku - dotykam jej brwi, napawając się widokiem jej słodkiej buźki - Zapewniam cię, że osiągniesz ich jeszcze więcej. Już ja się o to postaram - zawstydza się, chowa głowę w zagłębienie mojej szyi, czym mnie rozczula. Szlag! Robię się sentymentalny na starość.
- Czy to, co powiedziałeś to prawda? - pyta cicho i tak oto nachodzi chwila prawdy - Po prostu powiedz.
- Tak, to prawda - zamykam oczy i pocieram jej plecy, aby zająć czymś ręce - Sam tego nie rozumiem, ponieważ nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło. Zwariowałem na twoim punkcie, Freyo, jak nastolatek. Mam trzydzieści jeden lat, żonę, firmę, ustatkowane życie, a ty wywróciłaś wszystko do góry nogami.
- Przepraszam - unosi głowę i opiera brodę na dłoni - Nie sądziłam, że tak bardzo się do siebie zbliżymy.

- Uwierz mi, ja też. Dopóki nie jesteś w ciąży, możemy robić to, co robimy, ale kiedy będziesz spodziewać się dziecka, musimy z tym skończyć - zaciska usta, niepewnie przytakując - Kocham moją żonę, to byłoby niesprawiedliwe wobec niej, gdybym zdradzał ją świadomie, ale wiedz, że jesteś dla mnie bardzo ważna, aniołku. Nawet po wszystkim chcę utrzymywać z tobą kontakt, dbać o ciebie. Proszę, pozwól mi na to.
- To nie jest dobry pomysł, Justin - podnosi się, siada na brzegu łóżka i wciąga na siebie mój biały t-shirt, w który ubrałem ją po pijackiej nocce - Oddam ci swoje dziecko, a to nie będzie dla mnie proste. Poza tym coś do ciebie czuję, więc spotykając się z tobą zrobię sobie krzywdę. Najlepiej odciąć się całkowicie.
- Nie chcę się odcinać - siadam za nią, przytulam się do jej pleców i całuję w kark - Czujesz coś do mnie?
- Tak, chociaż wcale tego nie planowałam. Po tym wspaniałym tygodniu, kiedy dbałeś o mnie jak nikt nigdy w moim życiu, poczułam się szczęśliwa. Nigdy nie byłam w związku, nie wiem, jak to jest kogoś kochać i być kochaną, dlatego, kiedy poczułam od ciebie tę troskę, zauroczyłam się. Jest mi z tobą tak dobrze.
- Czuję się dokładnie tak samo - wtulam nos w jej pachnące włosy i zaciągam się tym zapachem, zapamiętując go - Dlatego chcę spędzać z tobą jak najwięcej czasu. Tęskniłem za tobą przez te cztery dni.
- Nie masz pojęcia, co ja przeżywałam. W poniedziałek dostałam okres, co przyjęłam z ogromnym rozczarowaniem. Chciałam ci o tym powiedzieć, ale doszłam do wniosku, że nie mogę się narzucać. A skoro ciebie to nie interesowało, przeżywałam to w samotności. Ronnie mnie pocieszała, ale marnie jej szło.
- Wybacz mi, kotku - odwracam ją w swoją stronę, sadzam na kolanach i przytulam do siebie. Wczepia się we mnie jak małpka, ściskając za szyję - Zachowałem się jak buc, przyznaję, ale próbowałem ogarnąć swój mózg, który się na mnie wypiął i wciąż podsuwał mi obraz twojej twarzy. Nie gniewaj się, proszę.
- Już się nie gniewam, ale skoro jesteśmy w tym razem, nie zostawiaj mnie, aż do rozwiązania. Okej?
- Obiecuję, że nie zostawię. Choćby się waliło i paliło, będę przy tobie i pomogę ci we wszystkim.

Wieczorem wracam do domu. Zsuwam z ramion marynarkę, wchodzę do salonu i zawieszam wzrok na siedzącej na kanapie Marie. Czyta gazetę, popijając Martini. Kolejna kłótnia to ostatnie, na co mam w tej chwili ochotę, ale znając moją żonę wiem, że nie odpuści tematu. Inaczej byłby to pieprzony cud!
- Pocieszyłeś ją? - unosi głowę, posyłając mi surowe spojrzenie. Zaczyna się - Wolałeś z nią zostać.
- Marie, nie miej do mnie pretensji. Sama powiedziałaś, że Freya jest dla nas ważna, tak? Staram się, abyśmy nareszcie zostali rodzicami i dbam o tą dziewczynę, bo to nie jest maszynka do rodzenia dzieci.

- Wiem o tym! Po prostu jestem zazdrosna, że spędzasz z nią tak wiele czasu, a mnie zaniedbujesz!
- Mówisz poważnie? - prycham z niedowierzaniem, podchodzę do barku i nalewam sobie drinka, bo na trzeźwo tego nie ogarnę - Wciąż mówisz mi, że goni nas czas, że trzeba się pośpieszyć i szybko działać, więc to robię, tak? - przewraca oczami, upijając łyk Martini - Jak widzisz, Freya nie zaszła w ciążę, mimo tego, że przez cały tydzień pieprzyłem ją po dwa razy dziennie! To był najlepszy czas na zrobienie dziecka, ale nie wyszło, zdarza się. Dorothy uprzedziła nas kilka lat temu, że to może potrwać o wiele dłużej, więc nie mam pojęcia, jak będzie w tym przypadku. Jeśli jednak masz mieć o to fochy, powiedz mi, a rzucę to w cholerę - wypijam drinka na raz, a w moje serce przyśpiesza. Zrezygnowanie w tym momencie byłoby dla mnie katorgą! Nie teraz, kiedy wiem, że Freya również coś do mnie czuje - Jaka jest twoja decyzja?

- Nie chcę rezygnować, Justin - chwała Bogu! - Bardzo zależy mi na dziecku, sam o tym wiesz. Pragniemy go od tak dawna, jesteśmy już blisko i musimy doprowadzić to do końca. Po prostu nie spodziewałam się, że będę o nią zazdrosna. W dodatku jest piękna i boję się, że możesz się w niej zakochać - ups!
- Kochanie, nie ma takiej możliwości - odstawiam szklankę na stolik i przysiadam obok niej, przyciągając ją do swojego ciała. Nie potrafię spojrzeć jej w oczy - Jesteś moją żoną od czterech lat, nie widzę poza tobą świata, wiesz o tym! Kocham cię, jesteś miłością mojego życia i żadna inna kobieta tego nie zmieni - cmokam czubek jej głowy, a moje wyrzuty sumienia właśnie wyżerają mi bebechy. Ależ ze mnie kłamca!
- Taką mam nadzieję. Nigdy bym ci tego nie wybaczyła - mówi ostro, a ja doskonale o tym wiem. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby zaczęła się mścić nie tylko na mnie, ale i na biednej Freyi. 





****
Czas płynął jak szalony. Przez kolejny miesiąc bywałem u Freyi częściej niż we własnym domu. Marie na szczęście odpuściła, chociaż zażądała nocek na wyłączność. Więc kursowałem między apartamentem a własnym domem i na zmianę posuwałem dwie kobiety jak pierdolony żigolak na zamówienie. Nie mam pojęcia, kiedy sytuacja zrobiła się tak skomplikowana, ale wcale mi się to nie podobało. Myśl, iż seks z Freyą zadowalał mnie bardziej, niż z Marie była przygnębiająca. Powroty do domu były obowiązkiem, nie przyjemnością, jak dawniej. Starałem się grać, co weszło mi w krew i nie sprawiało większych trudności. Gorzej było z moimi uczuciami, które rodziły się z dnia na dzień, przybierając na sile. Czułem się jak facet, który zakochał się po raz pierwszy w życiu. Cieszył mnie każdy moment spędzony z Freyą. Każdy seks, spacer, zakupy, leniuchowanie na kanapie i drzemka po obiedzie, ale również wypady do mojego domu za miasto, czy jedzenie kebaba na mieście, czego wcześniej nie robiłem. Ta dziewczyna obudziła we mnie młodość, szaleństwo, żywiołowość. Już dawno usiadłem na tyłku, ustatkowałem się, byłem poważnym człowiekiem prowadzącym firmę, a ona sprawiała, że wariowałem każdego dnia coraz bardziej. Zakochiwałem się w niej po same uszy, pragnąłem tylko jej i nikogo innego. Codziennie jednak budziłem się ze świadomością, że to się kiedyś skończy, a to bolało mnie najbardziej. Nienawidziłem siebie za myśli, że tak bardzo chciałbym być wolnym człowiekiem i móc z nią tutaj zostać, kochać ją, rozpieszczać. Niestety spotkaliśmy się za późno, o wiele za późno, a nasza historia nie miała szans na happy end.

Kiery w czerwcu wreszcie dowiedzieliśmy się, że Freya zaszła w ciążę, byłem prze szczęśliwy, porwałem ją w ramiona i całowałem po twarzy, a ona śmiała się głośno. Otrzeźwienie przyszło dopiero później, kiedy nieco ochłonęliśmy. Oboje zdaliśmy sobie sprawę, że nasza skomplikowana sytuacja spieprzyła się jeszcze bardziej. Dopięliśmy swego, więc nasze zbliżenia musiały się skończyć. Chciałem być tutaj z nią przez cały czas, ale moja żona natychmiast nabrałaby podejrzeń. W dodatku Freya źle znosiła początki, wciąż wymiotowała, nie miała apetytu i schudła, chociaż już wcześniej była szczupła. Martwiło mnie to, chciałem zabrać ją do doktora, ale nie zgodziła się. Dorothy uprzedziła ją, że tak będzie, na co była przygotowana, w przeciwieństwie do mnie. Widok jej wymiotującej ściskał moje wnętrzności na supeł. Niedawno tryskała energią, nie mogła usiedzieć na tyłku i wciąż wymyślała coś nowego, co możemy robić, tak teraz była przeciwieństwem samej siebie. Chciałem ją przed tym uchronić, chociaż nic nie mogłem zrobić.



Freya POV:
Zakładam na siebie sweterek, biorę torebkę i zjeżdżam na dół, aby poczekać na Justina. Dzisiaj czeka mnie kolejna wizyta u Dorothy, która prowadzi moją ciążę. Dzisiaj również wybił równy dwunasty tydzień, czyli trzeci miesiąc ciąży. Nie jestem pewna, w którym momencie udało nam się zrobić dziecko, ale musiało być to niedługo po tym, jak pod koniec maja wróciliśmy z domu Justina za miastem. Nigdy nie zapomnę jego radości, kiedy na teście wyskoczyły dwie kreseczki. Patrzył na mnie z ogromną miłością, dotykając mojego płaskiego wtedy brzucha. Poczułam się tak, jakbyśmy mieli stworzyć rodzinę, co oczywiście nie było prawdą. Nosiłam pod sercem jego dziecko, niestety nie będę uczestniczyła w jego życiu. 

Na miejscu jesteśmy dwadzieścia minut później. Justin chwyta moją dłoń, wchodzi do środka i prowadzi w znanym mi kierunku, do gabinetu Dorothy. Polubiłam ją. Od początku była dla mnie dobra, sympatyczna i tłumaczyła wszystko na spokojnie. Ufałam jej i wierzyłam, że z jej pomocą uda mi się przez to przejść.
- Jestem podekscytowany - Justin uśmiecha się szeroko, przystępując z nogi na nogę - Dzisiaj będzie USG.
- Tak, też nie mogę się doczekać - schylam głowę i czule dotykam brzucha. Zawsze miałam płaski brzuch, teraz wybrzuszenie jest już doskonale widoczne - Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.

- Na pewno, aniołku. Nie zamartwiaj się. Odpoczywasz, zdrowo się odżywiasz, już nie masz młodości.
- Dzień dobry - naszą rozmowę przerywa Dorothy, która wychodzi z gabinetu - Zapraszam was do środka.
- Nie możemy się już doczekać, aby zobaczyć dzidziusia - Justin puszcza jej oczko, przepuszcza mnie w drzwiach, ale zanim wchodzimy do środka, dzieje się coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała.
- Zaczekajcie! - w naszą stronę biegnie Marie, a moja radość w mgnieniu oka idzie się pieprzyć!








5 komentarzy:

  1. Super rozdzial! 😍 Dziekuje, ze dodalas na moja prosbe kochana 😍🔥🙈

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurde ale się skomplikowało 😕 ja staram sie wierzyć że Justin zostawi żonę dla Freyi 😍😍😍 świetny rozdział i czekam na następny❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. To teraz rzeczywiście wszystko się skomplikowało. Ciekawe kiedy Marie do końca przejrzy Justin'a? Ciekawe jak to wszystko potoczy się dalej? Ale jestem zadowolona, że dzidziuś już w drodze.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz bardziej szkoda mi Frei 😐 Jestem pewna, że pokocha to dziecko i nie bd chciała go oddać.. 😍😐

    OdpowiedzUsuń
  5. No ładnie.. ja dopiero dzisiaj zauważyłam że nowy rozdział, nie wiedziałam że dodasz w niedziele 😁 miła niespodzianka😁😘 trochę szkoda ze juz zaszła w ta ciążę bo teraz muszą się hamować..... no ale nic , zobaczymy jak sytuacja potoczy się dalej...do nasteonego 😘❤

    OdpowiedzUsuń