sobota, 28 lipca 2018

Prolog

Moje "komplikacje życia" poznałam całkiem przypadkiem. Obsługiwałam bankiet bogatych inwestorów, odstrzelonych w drogie, szyte na miarę garnitury, a on był wśród nich. Nie zwracałam na niego uwagi, ponieważ nie wolno było mi tego robić. Byłam w pracy i wymagano ode mnie profesjonalizmu. Tak więc przemykałam obok z nich z tacą drogiego szampana i małych przekąsek. Tak naprawdę nienawidziłam tych cholernych, bogatych, nadętych dupków. Powodziło im się, prowadzili dobrze prosperujące firmy, przechwalali się jeden przez drugiego, aż wszystko zbierało się w przełyku. Patrzyli na nas z góry, byli dumni z siebie i pokazywali to na każdym kroku. Zdecydowanie wolałam małe, kameralne imprezy z normalnymi ludźmi. Jednak praca to praca - miałam mało do powiedzenia. Po prostu byłam tam, gdzie mnie potrzebowano i tego dnia akurat byłam tam, gdzie wszystko się zmieniło. Przypadkiem oblałam go tym cholernym, czerwonym winem! Wlazł na mnie, potrącił i sam się o to prosił. Miałam ogromną ochotę nawrzeszczeć na niego, żeby patrzył, jak chodzi, jednak za nic w świecie nie mogłam tego zrobić. Więc milczałam, przepraszałam, a on patrzył na mnie tym surowym spojrzeniem. Zaprowadził mnie do męskiej toalety, czym mocno mnie zszokował, i kazał wyczyścić sobie koszulę. Dobre! Niby jak miałam to zrobić! Mydłem?! Mimo to starałam się, przeprałam plamę, kiedy zdjął koszulę, chociaż wiedziałam z góry, iż moje wysiłki na nic się zdadzą. A on stał obok, oparty o ścianę i gapił się, koszmarnie mnie krepując. Wreszcie w akcie desperacji, bo tylko to mi pozostało, zaproponowałam odkupienie koszuli, a on roześmiał się głośno. 
- Och, dziewczynko! Czy wiesz, ile warta jest ta koszula? Pewnie zarabiasz tyle przez pół roku! 
Szydził ze mnie, świetnie się bawiąc, a ja stałam ze spuszczoną głową, wściekła, rozżalona, na granicy płaczu, przyjmująca każdą obelgę. Dlatego nie znosiłam bogatych ludzi, tych biedniejszych mieli za nic!

Wrócił na bankiet, zasłaniając plamę marynarką, a ja zajęłam się swoimi obowiązkami. Wszystko wydawało się w porządku, z jednym małym faktem; ten mężczyzna nie spuszczał ze mnie wzroku. Dosłownie czułam, jak pali mnie całe ciało, jak wślizguje się pod nie i ogląda z pogardą. Starałam się skupić na pracy, nie patrzeć w jego stronę, ale strasznie mi to utrudniał. Przywoływał mnie do siebie specjalnie, wręczałam mu szampana, małą kanapeczkę i tak w kółko. Za każdym razem nie omieszkał dotknąć mojej dłoni, ramienia, pleców, a ja ze stresu o mało nie upuszczałam tej przeklętej tacy. Cholerny dupek mnie dręczył!

Właśnie tego dnia moje życia diametralnie się zmieniło. Jak się później dowiedziałam, ten człowiek był wpływowym biznesmenem, szefem, na dokładkę był również dużo starszy ode mnie. Nie pasowałam do jego świata, a jeszcze bardziej nie pasowałam do jego stylu życia. Nawet przez myśl mi nie przeszło, w jakim kierunku potoczy się nasza znajomość. I gdyby ktoś powiedział mi o tym kilka miesięcy temu, puknęłabym się w czoło i z uśmiechem na ustach wyznałabym, że naoglądał się za dużo filmów.
A jednak stało się...